Gość TP: Piotr Novitius (3/08/16)

Kilka tygodni temu w ramach uzupełnienia tekstu „Wirtualne realia” postanowiłem przeprowadzić wywiad z Piotrem Novitiusem, który wówczas w Bialenii był jednym z kilku propagatorów tezy o „hasselandzkim imperializmie”. Oto efekty.

TP: Witam serdecznie! Gościem redakcji TP jest Piotr Novitius.

PN: Witam serdecznie.

TP: Nie wszyscy czytelnicy wiedzą, ale jest Pan jedną z bardziej decyzyjnych osób w Abachazji. Czy mógłby Pan zatem powiedzieć coś więcej o swoim kraju oraz o tym, czym się tam Pan zajmuje?

PN: To prawda. Imperium Abachazji jest krajem położonym na północy Nordaty. Jestem tam między innymi Kanclerzem, a także Ministrem Informacji, Kultury, Sportu i Edukacji Narodowej, Królem Wenedii, która jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się regionów Abachazji czy liderem partii Liga Nowej Abachazji. Do 7 sierpnia pełnię tam również funkcję Regenta pod nieobecność Imperatora Mikołaja Patryka Dostojewskiego. Abachazja, a zwłaszcza Wenedia, jest szczególnie bliska mojemu sercu, ponieważ właśnie tam zaczynałem swoją przygodę z mikronacjami.

TP: Poza działalnością w Abachazji zdecydował się Pan na przyjęcie tymczasowego obywatelstwa Bialenii. Skąd wzięła się taka decyzja?

PN: Nad Bialenią zebrały się czarne chmury. Kraj jest cały czas „pożerany” przez żarłocznego rekina, jakim jest Hasseland. Aby wspomóc ten kraj i zapobiec całkowitej jego degradacji postanowiłem zdobyć tutejsze obywatelstwo. Decyzja ta wzięła się po prostu z chęci wspomożenia Bialenii i obrony jej przed imperializmem hasselandzkim.

TP: Na czym, według Pana, miałby opierać się plan imperalizmu hasselandzkiego? Jakie osoby mogą być z tym związane?

PN: Plan imperializmu hasselandzkiego polega na stopniowym podporządkowywaniu sobie kolejnych mikronacji. W przypadku Bialenii, a w pewnym stopniu również Brodrii, czyni to w sposób niby pokojowy, niepostrzeżenie, tak, że prawie nikt nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistego zagrożenia ze strony Hasselandu. Hasseland stopniowo przenikał do struktur władzy Bialenii, aż w końcu uzyskał praktycznie pełnię władzy. Proszę zobaczyć – zarówno władza ustawodawcza, jak i wykonawcza i sądownicza, jest w rękach jednego, powiązanego z Hasselandem obozu politycznego na czele z WR. Hasseland nie ogranicza się w swoich imperialistycznych zapędach do Bialenii i Brodrii. Ostatnio mieliśmy do czynienia z nielegalną w świetle prawa międzynarodowego aneksją wyspy Vienbien przez Hasseland. Mimo, iż formalnie Kongres Orientyki potępił te działania, to Hasseland nic sobie z tego nie robi – nadal wykorzystuje tą wyspę i uważa ją za swoją własność. To jest prawdziwa twarz Hasselandu!

TP: Oczywiście takie plany nie mogą być realizowane bez pomocy ludzkich rąk, dlatego chciałbym się spytać – czy dostrzega Pan osoby, które są najbardziej związane z tym planem? Kto miałby kierować tymi wszystkimi wydarzeniami?

PN: Najbardziej zaangażowaną w ten plan i najbardziej decyzyjną osobą w Hasselandzie wydaje się być Piotr de Zaym. Oprócz tego jest wiele innych osób, albo hasselandczyków, albo zhasselandyzowanych „bialeńczyków”, jak Eddard Noqtern, Maciej Kamiński czy Frederick Hufflepuff.

TP: W ostatnich wypowiedziach na ten temat Piotr de Zaym zaprzeczał takim pogłoskom. Według Pana – celowo?

PN: Oczywiste jest, że celowo, przecież nikt o zdrowych zmysłach nie będzie ujawniał swojego misternego planu hasselandyzacji Bialenii. Powiem więcej – tak bardzo agresywna postawa i takie „absolutne zaprzeczanie” to dobry dowód na to, że to, co mówię, jest prawdą. Bo przecież gdyby nie było to prawdą, to Piotr de Zaym nie był tak energiczny w swoim „pluciu jadem”, bo nie miałby nic do ukrycia. Natomiast działania i forma wypowiedzi tej osoby dobitnie świadczą o tym, że stara się on ukryć prawdę.

TP: Pojawiają się nawet różne próby tłumaczenia tego typu tez. Sugeruje się ludziom popierającą Pańską tezą fiodorasizm. Czy to już mowa nienawiści w warunkach wirtualnych?

PN: Tak, podchodzi to już pod mowę nienawiści. Powtarzam – im bardziej agresywne są napady słowne na danego człowieka, tym bardziej potwierdza to słuszność głoszonych przez niego poglądów. Takie mówienie o „fiodorasiźmie” czy „wrogach Bialenii” jest wyrazem tego, że skończyły się argumenty.

TP: Pewnym krokiem w tej swoistej rozgrywce jest uruchomienie nowej partii „Liga Nowej Bialenii”. Czego możemy się spodziewać po tej organizacji? Jakie będą jej podstawowe cele?

PN: Będzie to ugrupowanie wielonurtowe, stojące w opozycji do panującego układu zdominowanego przez jedną opcję polityczną wraz z satelitami. Jego ideologią będzie konserwatywny liberalizm, choć partia będzie otwarta na wszystkich, niezależnie od ideologii, chętnych do współpracy. Niestety na razie jest to partia niezarejestrowana, ponieważ przepisy prawne są tak skonstruowane, aby utrudnić nowym mieszkańcom podejmowanie jakiejkolwiek działalności. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda się zebrać odpowiednią ilość chętnych i zarejestrować partię.

TP: Na koniec chciałbym poprosić Pana o przedstawienie wizji tego, jak Bialenia może się według Pana zmienić w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

PN: Cóż, bardzo trudno jest powiedzieć, w jakim kierunku pójdzie Bialenia. Może dojść do przełomu i pewnego odwrócenia degradacji Bialenii spowodowanej działaniem Hasselandu, jednak wg mnie jest to niestety mało prawdopodobne. Najpewniej hasselandyzacja będzie postępowała nadal. Oby się tak nie stało, dlatego potrzebne są zdecydowane działania mające na celu wyzwolenie Bialenii spod wpływu hasselandzkich imperialistów. Jednak zmiany nie mogą przecież dotyczyć jedynie Hasselandu i jego wpływu na Bialenię. Myślę, że dojdzie do pewnych zmian w prawie, jednak w jakim kierunku potoczą się te zmiany, trudno powiedzieć.

TP: Dziękuje bardzo za rozmowę. Gościem redakcji The Politique był Piotr Novitius.

PN: Dziękuję bardzo.

Reklamy

„FD”: Wirtualne realia

Mikronacja w założeniu miała być rodzajem społeczności internetowej, zajmującym się symulacją państwa w warunkach internetowych. Wydawałoby się, że w internecie, w którym powinniśmy mieć większy zakres wolności słowa, każde z państw również powinno być bardziej wolnościowe niż państwa rzeczywiste. W takim v-państwie swoboda działania powinna być nieograniczona, obarczona jedynie odpowiedzialnością za każde słowo. Niestety, wielbicie zamordyzmu w rzeczywistości najwyraźniej próbują budować zamordyzm w warunkach wirtualnych. Ich działanie objawia się na wiele sposobów, które chciałbym przedstawić w dzisiejszym felietonie. Stańmy w prawdzie z wirtualnymi realiami.

I. Im bardziej skomplikowany system prawny, tym lepiej.

Tym grzechem obdarzone są dzisiaj wszystkie wirtualne państwa. Niektóre są w tej naturze skromniejsze, niektóre bardziej pruderyjne, ale każda grzeszy w podobny sposób. Sytuacja w każdym kraju z osobna przypomina trochę życie człowieka – im ten jest starszy, tym bardziej grzeszy. Niektóre państwa co jakiś czas spowiadają się z pojedynczych występków, ale za jakiś czas w miejsce jednego pojawiają się kolejne, o cięższym charakterze. Zwróćmy uwagę na kilka z nich – niektóre w swoim założeniu są tak absurdalne, że aż głowa mała. Choćby w kwestiach bezpieczeństwa wewnętrznego. Niektóre z nich były kiedyś w stanie tworzyć prawo dt. służb specjalnych. Piękna inicjatywa, tylko że kompletnie nierealna. W jaki sposób werbować agentów? Jaki mieliby mieć zakres działania? Co w przypadku dekonspiracji? Co w warunkach wirtualnych można byłoby zrobić ze zdobytymi informacji? Czy w ogóle można mieć do czynienia w mikroświecie z tajnymi informacjami?

Są jednak państwa, które do dziś brną w absurdy. Choćby w sprawie Policji. Absurd ten został rozbudowany do takiego stopnia, iż każdy szary taki funkcjonariusz podlega korpusowi, a także może być awansowany na wyższy stopień (np. policjant na oficera, inspektor na inspektora naczelnego, dyrektor na dyrektora generalnego). Oczywiście żaden taki esesman nie może nie mieć dostępu do Panelu Moderatora czy PA danego forum. Co, gdy Prezes będzie działał niezgodnie z prawem? Co, gdy szeregowy policjant zawsze usuwać pojedyncze posty z powodu „wyższego dobra” bez żadnych podstaw prawnych? Dlaczego w ogóle mikronacja potrzebuje Policji? Bo władza nie ma zaufania do obywateli? Bo dzięki temu jest lepsza zabawa? Bo tak? Żadna odpowiedź nie będzie w żadnym stopniu satysfakcjonująca. Będąc dyrektorem w wirtualnej Policji można jedynie podnieść swoje ego oraz ewentualnie wyżywać się na mniej doświadczonych w życiu mikronacji obywateli czy mieszkańców.

Dzięki właśnie takim przykładom powstają problemy, o których podczas powstawania pierwszych mikronacji nikt nawet nie myślał. Takie patologie dotykają również spraw kulturowych, gospodarczych czy politycznych (vide dawne koncesjonowanie prasy czy partii politycznych w wielu państwach).

II. Powielanie realnych błędów w sztuce dyplomacji.

Symulacja realnych państw w warunkach wirtualnych dotyka również spraw związanych z polityką zagraniczną. Mamy do czynienia, jak to kiedyś starszy człowiek ujął, z podziałem mikronacji na „państwa poważne” i „państwa pozostałe”, gdzie „państwa poważne” są znaczącymi graczami w grze o wirtualną dominację, a „państwa pozostałe” są pozbawione ich pomocy, dzięki czemu zdychają bezpowrotnie. I o ile z tego pierwszego zazwyczaj państw łatwiej zostać tym drugim, tak z państwa pozostałego ciężko wybudować państwo poważne. Takie porównanie znalazło swoje potwierdzenie w rzeczywistości, gdy pewnego dnia trzy „państwa pozostałe” postawiły się w stan upadłości. Elita mikroświata postanowiła zignorować ten problem, zostawiając go samego sobie. Postanowili się po raz kolejny zebrać w kolejnym kongresie, na którym znów porozmawiano o sprawach ważnych, poważnych i takich tam.

Dzięki czemu uwidocznił się kolejny aspekt wirtualnych realiów – wiara w to, że działanie w różnych organizacjach międzynarodowych czy kontynentalnych kongresach przynosi realny skutek. Wszyscy wiemy, że jest dokładnie odwrotnie. Zamiast proponować samym sobie kreatywne rozwiązania z wyczuwalną chęcią do podstaw (czyli do pełnej wolności słowa oraz pozostawienia obywatelom wolnej woli w kwestii spraw kulturowych/gospodarczych) lepiej porozmawiać w kilka dni o kilku pikselach na nic nieznaczącej mapie mikroświata.

III. Pozory, lenistwo, zero kreatywności.

Wiara w realne politykowanie za pomocą sojuszy/kongresów/OPMów to jeszcze nic. Często jest tak, że życie w państwie opiera się jedynie na dyskusjach związanych z takimi tematami. Gdzie nie ma miejsca na możliwość wykazania się swoją kreatywnością, swoim intelektem czy swoją asertywnością. Jest jedynie miejsce na powiększanie swojego ega. Najgorsze jest to, że coraz większa ilość mieszkańców v-świata chce iść w politykę, zamiast w narrację i budowanie klimatu wokół jednej, wybranej mikronacji. Zamiast tego występuje wysyp państwa istniejących tylko dla aparatu władzy, bez jakiegokolwiek wnętrza.

Myślę, że właśnie to będzie czynnikiem, który ostatecznie przyłoży się do ostatecznego upadku mikroświata. Po latach coraz większego nakręcania się w walce o władzę zostanie już tylko kilka najsilniejszych państw z iluzoryczną warstwą regionalną, gdzie zostanie miejsce na kilku opisów najważniejszych miast w danym kraju. Walka o dominację w v-świecie nabierze tempa, mimo rosnącej tendencji wśród mieszkańców o chęci powrotu do starszego stylu budowania mikronacji. Jednak na to będzie za późno. W wyniku stale podejmowanych, błędnych działań w pewnym momencie nie będzie już w mikroświecie ludzi kreatywnych i szczerze ambitnych, tylko sami cynicy bez perspektyw w życiu realnym, którzy będą chcieli „walczyć” o jak najlepszy status w życiu wirtualnym.

Odpowiedzmy sobie na to, czy aby na pewno chcemy takich wirtualnych realiów? Czy aby na pewno część z wirtualnych zamordystów nie za bardzo się rozpędziła? Czy jeszcze jest realna szansa na zwrot? Czy jeszcze ktoś jej chce i czy ktoś ją w ogóle dostrzega?

RDH

Komentarz #5: A skąd u Państwa te objawy?

2 sierpnia 2016, specjalnie dla strony The Politique

Mikroświat nie jest bezpieczny. Warto sobie zadać pytanie, czy kiedykolwiek był miejscem, w którym na pewno możemy się swobodnie wypowiadać na różne tematy. Dawniej jeszcze można było liczyć na uczciwe przyznanie: „Panie Dąbski, z powodu tego i tamtego nie może Pan rozmawiać u Nas w sprawie xyz„. Wtedy jakoś łatwiej można się oswoić z taką informacją. Dziś jednak, w dobie Epoki Ignorancji, można kogokolwiek zbanować nawet bez powodu. Nie z powodu jakiejś obscenicznej wypowiedzi, jakiegoś fatalnego zachowania, ależ skąd! Zamordyści z frakcji Wariatów i Straceńców nie potrzebują żadnych argumentów, bo gdy fakty zaprzeczają pewnemu punktowi widzenia, to tym gorzej dla faktów.

Otóż dzisiaj wchodząc na forum Bialenii dowiedziałem się, iż zostałem zbanowany. Jedyna sensowna reakcja przychodząca mi do głowy w tym momencie to pytanie „A skąd u Państwa te objawy?”. Co więcej, sprawa ponoć jest jeszcze do wyjaśnienia, więc tuzy bialeńskiego społeczeństwa mają jeszcze sporo czasu na rozprawianie się nade mną. Tylko właściwie z jakiego powodu? Nie zdążyłem się dokładnie wczytać w akty prawne Bialenii, ale chyba nie zakazują one udostępniania utworów muzycznych. Albo kontaktowania się droga prywatną z mieszkańcami tego kraju. Ciekawi mnie jedynie jak mocno osoby związane z tym postępkiem będą w stanie to uargumentować. Może Policja znacznie do mnie strzelać, gdy będę się zbliżał do tamtejszego forum? Może przekroczyłem swoisty limit na wypowiadanie nazwiska Kościński? Może nie potrafię dostosować do poziomu zamordyzmu panującego w tym państwie? Liczę na to, że jednak znajdą się tam osoby myślące, które skrytykują taki sposób traktowania dobrowolnych gości zagranicznych. Dzięki temu jednak wyraźniej widać, że pomalutku nadchodzi czas na odgrywanie prawdziwej szopki zamiast jej nędznej kopii. By żyło się lepiej!

RDH