„FD”: Straceńcy gotowi na żer

30 lipca 2016, „wBialenii”

Wyobraźmy sobie zwykłe, szare państwo, które jak dotąd prowadzi spokojne, normalne życie. Wszystko toczy się spokojnym rytmem, nikomu niczego nie brakuje, nikt nie ma wysokich, wygórowanych żądań. Pewnego dnia jednak do krainy wiecznej szczęśliwości dociera Straceniec. Żyje on według zasad jakże różniących się od tych, z którymi mamy do czynienia w tym państwie. Z biegiem czasu coraz bardziej adaptuje się w nowym społeczeństwie. Potrafi wykorzystać ich naiwność oraz otwarcie na innych dla swoich celów. Po latach współżycia ze sobą w grupie ci obdarzają go swoim zaufaniem i wybierają go na swojego wodza. Ten z dziką satysfakcją, rękami niewolników, likwiduje wszelką możliwą opozycję, która stara się przemówić reszcie do rozsądku oraz coraz bardziej poszerza swoje kompetencje. Reakcji na takie postępowanie być nie może, gdyż mieszkańcy pod otoczką „wyższego dobra” dają wiarę nieszczerym wypowiedziom Straceńca. Po pewnym czasie postanawia przejść na wyższy poziom. Chce uporządkować cały świat według swojego pomysłu. Poprzez różne restrykcje stara się wmówić reszcie państw, że robi dobrze dla mikroświata. Gdy część ludzi widzi cały szwindel, próbują przemówić reszcie do rozsądku. Wtedy ujawnia się prawdziwy obecny obraz Państwa Straceńców, w którym nie pozostały nikt inny, poza straceńcami, którzy dla dobra wodza są skłonni pójść na wojnę z resztą. Wódz wspiera ich, przesyłając im krótkie wskazówki tekstowe, jak mają ich atakować. Cała sytuacja nie wpływa dobrze na obraz całego świata, który po pewnym czasie idzie na przegraną, jak się później okazuje, wojnę ze Straceńcami, która przynosi opłakane skutki w przyszłości.

Wydawałoby się, że tak przerysowana historia nie może mieć miejsca w rzeczywistości, ale czy na pewno? Dzisiaj w v-świecie mamy do czynienia z państwem, które pomału zaczyna przybierać kształty Państwa Straceńców gotowych na żer. Ich nieformalny wódz zaczyna coraz bardziej tracić kontakt z rzeczywistością, obwiniając za wszelkie problemy, z jakimi w państwie ma do czynienia tych, którzy krytykują jego postępek. Toczy różne spiski na ten temat, buduje teorie, które całkowicie mijają się z prawdą. Próbuje wmówić współlokatorom, że wszelkie słowa krytyki na jego temat są kompletnie wyssane z palca. Każde słowo krytyki w ogóle ma nie mieć sensu, gdyż jemu zależy na dobru mieszkańców, a reszta chce przeszkodzić w budowie trwałego sojuszu między pewnym „bratnimi narodami”. Pomału zaczyna to przypominać sytuację z orwellowskiego Roku 1984, gdzie 2+2 niekoniecznie wynosi 4. Ostatnimi czasy próbuje tłumaczyć takie zachowania za pomocą różnych pojęć, które lubi tłumaczyć tylko w sobie zrozumiały sposób. Czyżbyśmy mieli jednak do czynienia za jakiś czas nie tylko ze Straceńcami, ale i Wariatami? Po latach współżycie obok takich zachowań może przynieść pewne zaburzenia. Jedyną szansą na uniknięcie tego typu nieprzyjemności może być ogólne zignorowanie problemu. Po pewnym czasie Wariaci i Straceńcy będą sami siebie zażerać. Tym, którzy jeszcze widzą szansę dla własnego zdrowia psychicznego, radzę emigrację. W pewnym momencie problem sam zniknie, czego sobie i Państwu życzę.

RDH

„Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe”

Reklamy

„FD”: Sinusoida

23 lipca 2016, „wBialenii”

Trizondal to bardzo ciekawe zjawisko w mikroświecie. Praktycznie od trzech lat do kraju nie dopłynął jeszcze żaden nowy przybysz, który byłby w stanie pomóc dotychczasowej grupie obywateli w podtrzymywaniu dobrego stanu aktywności. Dzięki temu z biegiem czasu liczba mieszkańców, bardzo delikatnie, ale sukcesywnie zaczęła maleć. Nie osłabiło to jednak pewnego poczucia stabilizacji oraz równowagi wszystkich światów – pod względem życia regionalnego, kulturalnego oraz politycznego nadal wszystko było w porządku. Po kilku miesiącach obok zmiany liczby mieszkańców zmalała również liczba pisanych postów. Gdybyśmy dziś porównali liczbę postów z lipca tego roku, a lipca 2014 roku, najprawdopodobniej byłyby one bardzo podobne. Taka zależność skłania mnie do kilku wniosków.

Gdybyśmy chcieli przedstawić na wykresie wskaźnik poziomu aktywności, to jej przebieg przypominałby sinusoidę. Są miesiące aktywniejsze, obok których zdarzają się miesiące słabsze. W tych miesiącach zdarzają się tygodnie aktywniejsze i tygodnie słabsze. Jestem przekonany, że za jakiś czas znowu wejdziemy w fazę większego zaangażowania, aby po 2-3 tygodniach znów rzadziej zbierać się na forum. Nie jest to bynajmniej jakaś ustawiona informacja – dzisiaj to wynika z przebiegu rozmów oraz ilości powstających tematów. Wszystko to przekłada się na obecny stan życia codziennego w kraju.

O dawno niezorganizowanych wyborach już nikt nie pamięta – informacja o kandydowaniu jest dostępna, są też i kandydaci, ale jakby nie mogli znaleźć drugiego do pary, gdyż trizondalskie prawo wymaga przedstawienia kandydata na wiceprezydenta. Przy tak wąskiej liczbie obywateli ciężko o małą powtarzalność duetów na stanowiskach. Wątki poruszane w tematach „okołopolitycznych” też pojawiają się z zaskakującą regularnością. Nie ma się co temu dziwić, gdy jeszcze miesiąc temu za politykę zagraniczną odpowiadał Marcel Hans, a przecież wszyscy wiemy, że Marcel to wielki miłośnik dbania o ruch w kraju. Tytuły prasowe również praktycznie nie występują (no może poza jednym, dwoma tytułami wydawanymi od lat). A gdy przychodzi do organizowania jakiegoś międzynarodowego wydarzenia – to również i przygotowania do takiego zadania są przeprowadzane w naturalnych cyklach.

Dzięki temu ciężko wywróżyć trizondalski termin przydatności do spożycia, bo skoro państwo może tak funkcjonować już ponad rok, to możemy założyć, że jeszcze z 5 lat takiej działalności nie przyniosłoby niczego dziwnego lub niespotykanego. Oczywiście przy tym nie pojawi się nic nowego, ale na to trzeba byłoby dawno niespotykanej energii, która z powodu „starzejącego się społeczeństwa” nigdy nie wróci do poziomu, który potrafiliśmy wywindować choćby w 2012 roku. Chyba czas najwyższy uchwalić nową dewizę dla kraju – nihil novi.

RDH

„FD”: Niewygodnie jest chodzić w kontuszu

23 lipca 2016, „wBialenii”

Odpowiedź na „Lepszy skansen niż postmikronacja”

Zaletą ludzi doświadczonych w danym zagadnieniu powinna być wiedza i zdrowy rozsądek. Powinni zwracać uwagę na pozytywne i negatywne aspekty, które pojawiają się w wyniku uchwalonej decyzji. Często jest jednak tak, że jeśli ktoś w młodości nauczy się postępować zgodnie w pewnymi regułami, które źle i błędnie interpretuje, to na starość będzie brnął w tym błędzie. Panu Piotrowi Kościńskiemu, obywatelowi i królowi Hasselandu, nie odmawiam wiedzy i doświadczenia, natomiast wydaje się, że mimo upływu lat dalej popełnia ten sam błąd, o którym przed chwilą wspomniałem. Takie ogólne stwierdzenie mogłoby wystarczyć na wyjaśnienie tego fenomenu, jednak wolę drążyć dalej w tym temacie.

Dowody na potwierdzenie takiej tezy możemy znaleźć choćby w ostatnich tekstach Gazety Hasselandzkiej, która ostatnio stała się miejscem dla odpowiedzi pana Piotra na różne spekulacje, które na jego temat pojawiają się w mikroświecie. W jedynym z ostatnich tekstów stwierdza, że skansen jest lepszy od postmikronacji. O ile skansen w wykonaniu Hasselandu jest łatwy do wychwycenia, tak ciężko znaleźć mi mikronację, która funkcjonowanie według definicji postmikronacji. Nie ma takiego kraju, w którym liczba „rdzennych” obywateli nie przekroczyłaby połowy liczby ludności. Fenomen otwarcia się mieszkańców mikroświata na inne kraje został spłycony do obrażania w dość osobliwy sposób oraz do walki politycznej. Według autora, aby być przystosowanym do działania w takim tworze, trzeba zmienić awatar, trochę poprzeklinać i rozwalać jakąś mikronację od środka (jako przykład podany jest Dreamland). Co ciekawsze, sam autor definicji postmikronacji chciałby współpracować z krajami, w którym doszło do tego typu „wypadku przy pracy”.

Takie podejście do sprawy musi wynikać z tego, o czym wspomniałem wcześniej. To tak, jakby dziś próbować chodzić w kontuszu i strzelać z muszkietu. Wystarczyłoby trochę autorefleksji i zastanowienia. By próbować zmienić świat nie można próbować wytłuc wszystkich tych, którzy nie pasują do starych zasad (albo ich ignorować), tylko próbować się dostosować. Oczywiście nie w tak ignorancki sposób, wystarczy przeanalizowanie swoich poglądów i próba dostosowania ich do sytuacji panującej dziś. Pan Piotr woli jednak zajmować się gatunkiem wymarłym w dzisiejszym v-świecie. Niech już będzie i tak. W takich sytuacjach klasyk zwykł mawiać – ciszej nad tą trumną!

RDH

„FD”: Nie będzie rozgrzeszenia

19 lipca 2016, „wBialenii”

Wydawać się może, że mimo wielu przeciwności losu mikroświat walczy o swój byt – nawet w porze wakacyjnej. Po fali zgonów państw mającej miejsce kilka tygodni temu wielu mieszkańców v-świata chce jakoś zaradzić nadchodzącej perspektywie rychłego i gwałtownego upadku. Nie brakuje również ludzi dobrej wiary na Orientyce, którzy obecnie próbują sobie radzić i dokazywać w ramach Kongresu Kontynentu Wschodniego, zwanego w pewnych kręgach Orientyckim Paplaniem.

Na ogólną opinię tego wydarzenia przyjdzie jeszcze pora – dyskusje są jeszcze ciepłe, mimo tego, że część z nich dotyczy tematów poruszanych w niesamowicie ogólnych ramach. To jednak nie przeszkadza nikomu, gdyż popularność nakręcono w odpowiedni sposób, a wielu z rozmówców często zatraciło poczucie kontaktu z rzeczywistością – choćby realiami w kraju, z którego się pochodzi. Choć w sumie, jeśli mamy do czynienia na OP/KKW z kilkoma dyskusjami dt. mapy Orientyki, to aż strach pomyśleć ile takich rozważań można uruchomić na temat kultury czy różnych wydarzeń sportowych, które pewnie mogłyby być omówione i zaplanowane, ale jak zwykle nie doszłyby do skutku. Taka natura tego typu spotkań. Niektóre jednak rozmowy dotyczą takich absurdów, że aż głowa mała.

Zwróćmy chociażby uwagę na dyskusję dt. ziemi pozostawionych po MAW, gdzie hipokryzja z klawiatur rozmówców rozlewa się aż po horyzont. Nikt ze zgromadzonych nie próbował przez wiele miesięcy choćby wspominać na łamach swoich forum o problemach w Austro-Węgrzech, ale gdy przychodzi rozmowa o skutkach upadku MAW w zakresie kartografii, to słów i pomysłów nikomu nie brakuje. Wydawało się, że to mógł być naprawdę poważny Kongres, ale jednak po raz kolejny rzeczywistość wyprzedziła oczekiwania. Najgorszy w tym całym żenującym spektaklu jest fakt, że reprezentant mojego kraju na OP/KKW – Krzysztof Hans, tak zakręcił się w temacie „co zrobić z ziemią po MAW”, że proponował (często nie tylko w swoim imieniu) rozwiązania, których nie tylko nie popierali przedstawiciele innych krajów, ale nawet sami przedstawiciele MAW. Przesyłane do Trizondalu relacje z tego festiwalu orientyckiej żenady również były bardziej „sugerowane” niż „rzeczywiste”. Pan Krzysztof nie bał się również zwrócenia się z prośbą do naszego Najważniejszego Sojusznika z różnym prośbami. Reakcji Sarmatów nie trzeba w takiej sytuacji ani przedstawiać, ani komentować, wszystko zostało powiedziane.

W wyniku takich rozmów oraz działań obawiam się, że po raz kolejny Kongres nie musi niczego dobrego przynieść. Ba, może nie przynieść żadnych praktycznych owoców. Nie ma się czemu dziwić, gdy o mapach, na które nie zwracamy kompletnie uwagi w ciągu całego okresu aktywności v-świata, wyprodukowano już ponad 100 postów w różnych tematach. Dzięki czemu możemy być pewni, że w przededniu końca świata, gdy już będzie po wszystkim, a ktoś odważny z tłumu zacznie przytaczać grzechy mikroświata, nikt ze zgromadzonych nie dostanie rozgrzeszenia. Ani za teoretyzowanie, ani za dyskusje o mapach, ani za manipulację i ignorancję. Tutaj wystarczą jedynie zasłony milczenia.

RDH

Komentarz #4: W skansenie czas się zatrzymał

19 lipca 2016, dla strony The Politique

Mikroświat to zlepek różnych mikronacji. O różnych systemach władzy, o bogatym zróżnicowaniu kulturowym, o różnej liczbie ludności. Wiele z nich stara się iść z duchem czasu, oferując coraz większe możliwości rozwoju, nie tylko osobistego. Część z nich egzystuje na zasadzie „jakoś to będzie”, gdyż nie potrzebują one żadnych innowacyjnych rozwiązań, w których miejsce woli proponować jeszcze większe zróżnicowanie kultur. Są też nowsze państwa, których nazw z litości nie będę przedstawiał, gdyż już nawet na tym poziomie prezentują się totalnie bezpłciowo i nijako. Są też i skanseny, w których od lat w zasadzie nic nie zmienia. We władzy obywatele zmieniają się praktycznie rotacyjnie, a wszyscy oni skupieni są wokół najbardziej doświadczonych obywateli kraju. Do tej ostatniej, ale chlubnej kategorii należy Hasseland, w którym niedawno do władzy znów doszedł Piotr Kościński.

Ale czy na pewno Piotr Kościński? Wszak w Bialenii nie można używać właściwego nazwiska Króla, którym przez lata firmował swoją działalność w mikroświecie. Dzisiaj jest (ale czy na pewno?) kojarzony jako Piotr Paweł I. I niech tak będzie. Spójrzmy więc na to, jak zmiany w hasselandzkich władzach mogą wpłynąć na kształt Bialenii oraz mikroświata. A diagnoza ta nie będzie bynajmniej pozytywna. Od miesięcy obserwujemy nieustanny serializm produkcyjny w zakresie tworzenia prawa – gdziekolwiek byśmy nie spojrzeli na forum Bialenii. Często takie praktyki przynoszą jednak odmienny skutek od oczekiwanego. Spójrzmy chociaż na ostatnio głośne sprawki związane z Aleksandrą Swarzewską-Dostojewską. Znalazła swoje miejsce w Dreamlandzie po, jak twierdzi, „bezprawnym i brutalnym wygnaniu z Bialenii”. Według tamtejszych ludzi decyzyjnych Swarzewska-Dostojewska jest trupem, a jednak w Dreamlandzie potrafiła już napisać kilka numerów gazety Prawda, działać w Parlamencie, a także uczestniczyć w wielu różnych dyskusjach. Dzięki temu śmiało możemy zacytować klasyka: „Można? Można!”. W wyniku takich działań doszło do tego, że przedstawiciel Brodryjczyków zaproponował petycję do Prezydenta Bialenii, aby ten „ożywił” Swarzewską-Dostojewską. Ale jakie ożywić? Przecież ciągle żyje! To idealny przykład „obstrukcji prawnej”, jakiej można się nabawić w państwie, w którym za bardzo przykłada się rękę do produkcji prawa. Prawo nie idzie za realiami, tylko kreuje problemy nieznane w żadnym innym państwie.

Przy Piotrze Kościńskim w Hasselandzie może być jeszcze gorzej. Już w Orędziu Królewskim, gdy szukałem wśród potoku frazesów i ogólników czegoś konkretnego (państwu potrzebna jest promocja!), można znaleźć zapowiedzi powrotu do starych, choć niekoniecznie dobrych rozwiązań. Już sam pomysł „zespołu koncepcyjnego” między Hasselandem, Brodrią i Bialenią, który ma „wypracowywać nowe pomysły”. Gdybyśmy wiedzieli, że sprawa będzie rozwiązana bez problemów, chodziłoby najpewniej o jakąś kolejną „Radę Pokoju”, „Radę Współpracy”, czy jakiś Kongres. Obawiam się, że jednak wyniknie z tego wizja utworzenia jednego państwa. Czyli oznacza to kolejny element upadku Bialenii. Jakkolwiek by tego król Kościński nie odkodował. Oprócz tego proponuje się również poszerzenie oferty w kraju. W Trizondalu byłoby jasno powiedziane, o co by chodziło i gdzie byłoby to poszerzone. A tutaj mamy do czynienia z elementem gospodarczym oraz oczywiście z czymś, czego by nawet najwięksi filozofowie nie wymyślili. Kolejne hasło do odkodowania – „Barometr Ideologiczny”. Mam nadzieję, że szczery – od marksizmu do anarchokapitalizmu, od poglądów kosmopolitycznych do radykalnego izolacjonizmu oraz szowinizmu. To byłby barometr idealny, w pełnym spektrum.

Najciekawsza jest jednak sugestia o wyciągnięciu ręki do krajów, z którymi Kościński był skonfliktowany. Wyklucza on jednak współpracę z tymi, którzy go obrażali lub…zniesławiali. Mam nadzieję, że nie wchodzi w grę wymawianie jego nazwiska, bo wtedy jeszcze kilka krajów do tej listy będzie dołączonych niezwłocznie. Jestem przekonany, że z Hasselandem mogliby współpracować przedstawiciele wszystkich krajów, gdyby nie kilka elementów. Po pierwsze, gdyby Kościński z biegiem czasu coraz bardziej nie odlatywał w różnorakich wizjach powrotu do OPM, do największego biurokratycznego nowotworu w historii polskiego mikroświata. Chwalenie się utworzeniem różnorakich konwencji, chociażby o „dostępie do miejsc publicznych”, nie jest niczym dobrym. To kolejny przykład tworzenia prawa dla prawa, z którego mogłoby wyniknąć coś w rodzaju problemu z definiowaniem śmierci w mikroświecie. Po drugie, gdyby Kościński jasno odpowiedział na proste pytania lub zarzuty, które kieruje wobec niego coraz więcej osób. Często odpowiada na nie w stylu doświadczonego skorumpowanego polityka, który już dawno zatracił kontakt z rzeczywistością. Po trzecie, gdyby przestał wypowiadać się w stylu proroka, który jako jedyny ma monopol na wypowiadanie śmiałych tez. W mikroświecie widzi „brutalizację wypowiedzi i patologię”, przy czym nie podaje przykładów państw, z którymi (poza Bialenią i Brodrią) można współpracować.

Pozostaje mieć nadzieję, że Hasseland albo zmieni swojego władcę, albo władca zmieni swoje podejście, które byłoby aktualne, ale jakieś 7 czy 8 lat temu, a nie dzisiaj. Bez tego skansen dalej będzie przerażał swoim archaicznym sposobem współpracy z zagranicznymi partnerami. A ponoć to przecież państwo, w którym warto działać. Choćby z tego powodu, jak podają sami mieszkańcy, że można być tam tym, kim się chce, można działać od pierwszego dnia, a także wciąż nowi mieszkańcy przybywają. Szkoda jednak, że tamten Hasseland jest praktycznie ukryty.

rdh

 

„FD”: Co zrobić, by wszystko zmienić?

Tekst nieopublikowany

W wielu moich tekstach wieszczę mało pozytywne wizje tego, co za kilka miesięcy (albo w najlepszym wypadku za ponad rok…) może stać się z mikroświatem. Wielu się z nimi się nie zgadza, jednak ja myślę, że to tylko ostatnie szmery tych, którzy też widzą, że wiele dobrego z mikroświata już nie da się zrobić. Nie można jednak próbować „zniechęcić wszystkich do mobilizacji” poprzez takie „pesymistyczne, nierealne wizje”, dlatego postaram się w krótkich, żołnierskich słowach poszukać szans dla mikroświata na nadchodzące dni ostatnie. Co należałoby zmienić, co może dać v-światowi większą popularność, co zmieni w sposób zdecydowany los mikroświata?

Po pierwsze – reklama. Nie reklama definiowana jako wrzucanie opisu kraju na przypadkowo spotkane fora, w których zbiera się więcej niż 100 osób, tylko po prostu reklama łatwiejsza w przekazie dla dzisiejszego internauty. Reklama łatwo panosząca się po Internecie, która przyciąga krótką formą tekstową, dobrą formą graficzną, może być lekko humorystyczna. Ważne jest, aby pojawiały się w niej zwroty charakterystyczne dla dzisiejszego użytkownika sieci. Przykładów nie będę podawał, bo i one zaczynają stopniowo wsiąkać w języki każdego, pojedynczego mieszkańca mikroświata.

Po drugie – popularyzacja w mediach społecznościowych. Obecnie podejście mikroświata do mediów społecznościowych jest równe temu, jakie mogą mieć dawno zapomniane plemiona afrykańskie. Często nawet niektóre państwa nawet nie ograniczają się do założenia konta na Facebooku/Twitterze, choć to i tak jest niewielki zakres działania, jakie można podjąć, aby stać się jeszcze bardziej popularnym. Bez otwarcia się na media społecznościowe nie ma szans na duży przypływ nowych ludzi do mikroświata. Bez tego reklamy w nowej (starej zresztą też) formule też nie pomogą w zebraniu takich owoców, jakie można byłoby zebrać dzięki aktywności na takich platformach. Przy czym aktywność taka też nie może się ograniczać do jednego krótkiego komunikatu raz na tydzień czy miesiąc. Jeśli jednak chcemy myśleć o dalszy zabawie w wirtualne państwa, to bez tego nie ma co nawet zaczynać takich rozważań.

Po trzecie – zmiana formuły. Przede wszystkim całość rozchodziłaby się o odejście do klasycznego schematu strona-forum-dodatki. O pójście krok dalej. Przydałoby się utworzenie specjalnej platformy ze wszystkimi krajami, w której generowałaby się nasza faktycznie wirtualna postać. Mogłoby to przybrać w pewnych aspektach formę gry, ale nadal nie byłaby to gra, ani nie byłaby to już klasyczna gra forumowa. Byłoby sporo miejsca nadal dla odrębności wszystkich mikronacji, platforma bardzo ogólnie zrzeszałaby wszystko w jedno. Dzięki temu internauta, który mógłby zajrzeć do takiego, odmienionego mikroświata, nie byłby już „przytłoczony” masą zbędnych informacji czy też różnych integrujących frazesów. Jako, że taki mikroświat byłby już praktycznie prawie grą, to musiałby też dobrze wyglądać od strony graficznej, a zakres możliwości samorealizowania się w takiej zabawie musiałby być spory.

Każdy z tych elementów potrzebuje dużego nakładu pracy i dużej ilości rąk do wykonywania jej. Bez poświęcenia nie ma co się nawet przykładać do obecnego współdziałania w v-świecie. Coś jednak trzeba zrobić, jeśli chce się jeszcze dobrych kilka lat działać tutaj. A to tylko kilka możliwości, które mogą pomóc, bo jest ich znacznie więcej, tylko ich jeszcze nie dostrzegamy…

rdh