„FD”: Nasze ostatnie dźwięki?

30 maja 2016, „wBialenii”

Do momentu kulminacyjnego w Our Sound mamy jeszcze kilka tygodni, a w Trizondalu nie ma dzisiaj ważniejszego zajęcia do wykonania poza przygotowaniami do jak najlepszego zrealizowana tegorocznej edycji tego wspaniałego oraz oczywiście najważniejszego międzynarodowego wydarzenia kulturalnego. Większość krajów z oczywistych przyczyn nie zajmuje się preselekcjami, a nawet selekcją piosenek do głosowania, a w Trizondalu wszystkie ręce idą na podkład, by jak najlepiej wypaść. Na miejscu obserwatorów życia mikroświata zacząłbym aktywniejszą obserwację tego interesującego zjawiska.

Pomimo średniego stanu zdrowia kraju Trizondalczycy nie rzucają się w wir pracy na rzecz poprawy sytuacji, chociażby politycznej, a bawią się w preselekcje i oczekują. Nie wiadomo, czego oczekują, ale oczekiwanie na coś wisi w powietrzu trizondalskiego forum. Nazwałem to „trizondalskim kompleksem”, o którym troszkę wspomniałem we wcześniejszym tekście, choć sprawa wymaga szerszego opracowania, a na to tutaj nie mam odpowiedniego miejsca. Jednak poziom zaangażowania w OS może odpowiedzieć na pytanie, czy Trizondal stać jeszcze na odgrywania sporej roli w mikroświatowej grze politycznej.

Pomijając oczywiście wszystkie izolacjonizmy i kosmopolityzmy, kolejnym istotnym problemem państw mikroświata jest brak konsekwencji w działaniu oraz chwilowe zrywy sporej aktywności. Skoro obywateli danego państwa stać na taki zapał przy organizowaniu dość gnijącego trupa jak OS, to dlaczego nie stać potem każdego takiego delikwenta na 5 minut dla ogólnego działania w kraju. Z takimi problemami boryka się (lub borykało…) wiele państwa aspirujących do współpracy z największymi graczami. Jednym z takich jest Trizondal i to, jak Our Sound zostanie przyjęty, będzie świetną odpowiedzią na wyżej zadane pytanie. Jeśli będzie dobrze, to może coś się z tego zrodzi w każdym mieszkańcu. Jeśli nie, to po kilku tygodniach będziemy mogli wszystko zamknąć.

RDH

„FD”: Okołopalmiarstwo

28 maja 2016, „wBialenii”

Termin ważności mikroświata zaczyna upływać nieubłaganie dla coraz większej ilości państw oraz ich mieszkańców. Po pamiętnym 7 maja, kiedy to trzy państwa zaproponowały samorozwiązanie, lista trupów poszerza się o Republikę Palmową – jedno z bardziej wyrazistych pod względem klimatu i budowanej wokół narracji państw. Oczywiście nie obyło się bez wielu spontanicznych i niespodziewanych reakcji w wielu miejscach na świecie. Chodząc jednak ulicami Sclavinianu i Vronenberga dosłyszałem głosy wielu złośliwców, którzy widzą w upadku La Palmy szansę dla odrodzenia Wielkiej Wurstlandii – państwa-legendy, państwa, które wywołało jęk zawodu, uśmiech na twarzy i zgrzytanie zębów. Jestem ciekaw, czy spożywanie kotleta, którzy dawno nie był odgrzewany, ma sens?

Historii Wurstlandii nie trzeba przypominać, bo wielu już na samą myśl o tym państwie zapalają się różnorakie lampki w mózgach, nawet przy wspominaniu takich nazwisk jak Vilander, Calgari, Bourbon, Veronese. Losy tego państwa nadawałyby się do szerszego opracowania, gdyż zawsze skutecznie wywoływało różnorakie reakcje i było w stanie zawsze czymś zaskoczyć. Z perspektywy czasu nie było się czemu dziwić – takie podejście w „ułożonym” i „konkretnym” świecie, z jakim mieliśmy do czynienia lata temu musiało rodzić zaskakujące wnioski. Po latach przerwy ludzie dawniej związani z tą krainą (i nie tylko) postanawiając wrócić do dawno już zamkniętej książki i spróbują dopisać do niej kilka nowych rozdziałów. Tylko po co?

Dzisiaj przy obecnej sytuacji na świecie takie zmartwychwstania państw mogą jedynie dziwić oraz dawać kolejne powody do kierowania zarzutów o coraz gorszy stan v-świata oraz stwierdzania hipotez dt. tego, kiedy całość ostatecznie upadnie. Czekam z niecierpliwością na twory typu „Eskwilinia II”, „Erboka II”, „Al Rajn II”, „Victoria II” – bo dzisiaj już nawet nie chce się stworzyć niczego nowego, tylko bezczelnie czerpać z tego, co lata temu przynosiło popularność i rozgłos. A jeśli nawet i znajdzie się osobnik, którzy ma jeszcze jakiś pomysł w głowie, to okazuje się on kolejną „X-landią” albo jakąś inną „Republiką N-landu”. Tylko pogratulować inwencji twórczej oraz kolejnych straconych tygodni na babranie się w bezowocne inicjatywy. A zegar dalej tyka…

RDH

„FD”: Trizondal pod dowództwem Kapitana Oczywistego

23 maja 2016, „wBialenii”

Dzisiaj izolacjonizm roztacza swoje kręgi w wielu polskich mikronacjach. Już dawno nie widzieliśmy jakiejś nowej, międzynarodowej inicjatywy, która mogłaby odrzucić tę ignorancką postawę i powodów ku temu możemy szukać i szukać. Niektóre jednak wolą od lat moczyć się w tej samej kałuży nie szukając jakichkolwiek konkretnych działań zmierzających ku zmianie czegokolwiek. Jedną z nich jest Trizondal i dziś poświęcę kilka zdań o tym, dlaczego jest źle, skoro ponoć jest tak dobrze?

W kraju ponownie wywołałem dyskusję o ewentualnej zmianie konstytucji. Jak to już często mamy w przypadku dyskusji o temacie poważnym, rozmowa zaczęła się o sposobie, w którym można byłoby ją wprowadzić. Po krótkiej wymianie zdań na temat tego zagadnienia spytałem współobywateli czego oczekują po nowej konstytucji i czy w ogóle jej chcą. Nie liczyłem tak naprawdę na odpowiedź wszystkich obywateli – i w takim stopniu jej nie było. Czego więc oczekują mieszkańcy Trizondalu? Jeden oczekuje przeprowadzenia wyborów, wedle których nie trzeba byłoby zgłaszać podwójnej kandydatury zamiast pojedynczej (zamiast Prezydenta i v-ce sam Prezydent). Oczekiwany jest również powrót do demokracji parlamentarnej, który w normalnych warunkach życia kraju nie popierałbym, ale na nasze obecne warunki nie byłoby to tak złe rozwiązanie, gdyż dzisiaj życie polityczne Trizondalu nie istnieje.

Drugi obywatel zadaje pytanie, czy w ogóle Trizondal ma jakiś problem ze swoim normalnym funkcjonowaniem. Do odpowiedzi akurat na to pytanie wrócę pod koniec, ale drugi obywatel nie jest też specjalnym zwolennikiem parlamentu, ani zmian w procedurze wyborczej. Palącym problemem Trizondalu jest poruszenie przeze mnie dyskusji o ewentualnej zmianie nazwy kraju. Tutaj reakcja obywateli była zdecydowanie bardziej wyraźna – pobudziły się tradycjonalistyczne pobudki i obywatele dumnie w kilkudziesięciu postach wolą podyskutować o tym, czy warto to robić, czy nie. Wspomnę też o trzecim obywatelu, którego w zasadzie jest wszystko jedno, tylko żeby tej nazwy nie zmieniać, obecne prawo regionalne zostawić, a sądownictwo zreformować. A zatem tyle możemy się dowiedzieć nt. przemyśleń Trizondalczyków o przyszłości swojego kraju.

Nie może to nikogo dziwić, gdy z takimi tendencjami mamy do czynienia w coraz większej ilości miejscu. W Trizondalu wygląda to jednak na tyle specyficznie, że przenika to przez międzynarodowy eter bez echa. Nie mamy problemu z nazwą, bo nazwy ogólnie niczego nie zmieniają i w sumie możemy nazwać też kraj Super Hiper Trizondalem, bo to tylko nazwa. Nie mamy problemu z procedurą wyborczą, bo jesteśmy aktywnym graczem w zagranicznej grze o świeczkę (gdy nie wiemy o tym, że Prezydent otrzymuje list z zagranicy o ewentualnym szczytowaniu w tym roku; zero uwag personalnych, stwierdzenie faktu). Nie mamy problemu z parlamentem, bo i tak możemy sami składać podpisy pod projektami ustaw i w ogóle takie coś nie jest potrzebne (te słowa padają, gdy kilka miesięcy temu dalmencki parlament potrafił być areną ostrych batalii politycznych, niestety tylko w ramach regionalnej narracji).

A więc Trizondal nie potrzebuje niczego nowego. Wszystko jest w porządku, wszystko zostało dokładnie przemyślane, wszystko idzie ku rozwojowi, tylko czy ktoś będzie w stanie zwrócić zmarnowany czas na wprowadzanie reform i na dyskusje o dyskusji? Bo przecież Trizondal zagranicą wygląda…dobrze?

RDH

Komentarz #1: Polecamy abstynencję

17 maja 2016, specjalnie dla strony The Politique

Problemy rajnskiego wielbłąda zdają się coraz bardziej rozpalać głowy wielu mieszkańcom mikroświata. Wcześniej próbujący jasno i klarownie przedstawić tę sprawę dzisiaj próbują ciągnąć temat klonujących i klonowanych w nieskończoność. Niedługo nie będzie już dnia wytchnienia od kolejnych artykułów traktujących o tym, jak to źle dzieje się w Federacji Al Rajn. Oby nie znaleźli się kolejny entuzjaści tego zagadnienia, bo na bólu głowy może się nie skończyć. Zabawa może nie mieć sensownego końca ale o co tak naprawdę dzisiaj chodzi?

Dzisiejszym problemem mikroświata jest brak konkretnego stanowiska i to gdziekolwiek byśmy nie spojrzeli. Dyskusje, które normalnie skończyłyby się niedługo po ich rozpoczęciu, teraz ciągną się w nieskończoność. Za najlepszy przykład dla takiego stwierdzenia mogą posłużyć wszystkie rozmowy oficjalne, jakie przewijają się na różnego rodzaju szczytach. Frazes za frazesem, jedno całkowicie ogólnikowe i wymijające zdanie za drugim, a po tygodniu – ustalanie założeń do zrealizowania. Wszystko to wygląda wspaniale do momentu, kiedy te założenia powinny być wprowadzane. Tutaj ukazuje się prawdziwy obraz takiego rodzaju szczytowania. Wszyscy zgromadzeni rozmawiają o niczym i proponują rozwiązania, których potem nikt nie pamięta. Jak możemy w takim razie liczyć na konkretnie działanie w sprawie bardziej szczegółowej, skoro nawet ogólniki nam nie wychodzą? Czy w ogóle ktoś pamięta, jakie ostatnie odbyły się międzynarodowe szczyty czy inne spotkania?

Pozbawmy się złudzeń, że ta sprawa zostanie zapomniana, a co gorsza, że zostanie rozwiązana z dobrym skutkiem. Można pouczać, można zwracać uwagę, ale to tak jakby rozmawiać z koniem. Fali artykułów, bezcelowych rozmów już nie powstrzymamy. Pozostaje tylko obserwować i powstrzymywać się od zbędnych reakcji. Wszystkim specjalnie zaangażowanym w klonerską gadaninę polecamy abstynencję – może chłodna głowa i kilka dni przerwy to klucz do znalezienia dobrego planu?

rdh

Numer 53.

Nadchodzi nowy dzień, a wraz z nim nowe wydanie The Politique. Nie zabraknie felietonów, komentarzy, wracamy również do wywiadów. Jeżeli Wy, Drodzy Czytelnicy, macie jakieś uwagi dotyczące treści zawartych w numerze lub macie jakieś propozycje dt. nowych cyklów artykułów, to Redakcja oczekuje na nie z wielką uwagą!

Zapraszam do lektury!

RDH
Redaktor Naczelny

Odnośniki do wydania:
*Trizondal – http://trizondal.pl/www/forum/viewtopic.php?f=108&t=1465
*Bialenia – http://spolecznosc.bialenia.org.pl/index.php?topic=5477

Pozostałe redakcje:
*Surmenia – http://surmenia.eu/forum/viewthread.php?thread_id=2968
*Dreamland – http://dreamland.net.pl/forum/viewforum.php?f=432

„Filozofia Dębiarza”: Ignorancja jest błogosławieństwem

11 maja 2016, „wBialenii”

Niby każdy dzień wygląda bardzo podobnie, jednak czasami w tym jednym, jedynym dniu mogą wydarzyć się bardzo nieprzyjemne historie. Często nie zdajemy sobie sprawy, że sytuacja wygląda tak źle, bo po prostu staramy się odizolować od tych problemów, skupiających się na najbliżej nam dostępnych przyjemnościach lub pracach do wykonania. Nie oznacza to jednak przyzwolenia na brak reakcji w przypadku, gdy z dnia na dzień mikronacje padają nam pod płotami jedna po drugiej. Na szczęście nie wygląda to jeszcze tak tragicznie, ale przygotowania do tego wielkiego wydarzenia ruszyły pełną parą.

V-Mundial V-Mundialem, narracja narracją, ale ostatnio rzeczywiście mamy do czynienia z mikronacjami, które starają się często po raz ostatni uczulić na narastający problem wyludniania się polskiego mikroświata. Przykładów można mnożyć coraz więcej, weźmy taki pierwszy z brzegu – Niderlandy. Państwo, które w ostatnim miesiącu potrafiło napisać z 15 postów na swoim forum, dzisiaj jest trupem. Potwierdza to głosem swoich władców – mówi o tym wydany 7 maja Dekret Finalizacyjny o „zawieszeniu działalności Niderlandów”. My jednak możemy domyśleć się, że to na zawieszeniu może się nie skończyć, i co najwyżej państwo wróci jako kolejne martwe miejsce podbite przez gimnazjalnych żartownisiów na jakimś serwerze w stylu, dajmy na to fora.pl. Włodarze mówią w nim m.in. o nieznalezieniu antidotum na zaistniałą sytuację. „Przez ostatnie miesiące ród panujący był podporą, która utrzymywała przy życiu owe dzieło. Nie możemy robić tego wiecznie, podczas gdy inni obywatele jedynie stali z boku i przypatrywali się, co się dzieje.” Te słowa nie dziwią, gdy przypomnimy ostatnią aktywność zanotowaną na forum – było to przedstawienie koncertu Beethovena, jeden post w temacie powitalnym oraz jeden post typowy dla „off-topic”. Dotychczasowy los Niderlandów to idealny dowód na to, że to obywatele stanowią o sile kraju, nie władza. Nie szukałbym jednak winy tylko w obywatelach, ale idźmy dalej.

Tego samego dnia blisko śmierci znalazł się Skarland, państwo o wspaniałej historii i intrygującym klimacie. Kraj, który wraz ze swoimi obywatelami obchodził kilka tygodni temu 8. rocznicę założenia państwa, mierzy się obecnie z „dyskusją o swojej przyszłości”. Niestety, jak to często bywa w przypadku takich dyskusji, do konkretów jeszcze nie doszło, mimo tego, że rozmowy trwają od miesiąca. Między innymi dlatego 7 maja Norbert I Catalan zaproponował rozwiązanie Imperium Skarlandu. To spotkało się z krytyką dwóch pozostałych, wciąż aktywnych obywateli, którzy dalej przeciągają dyskusję w nieskończoność. Pomimo tego, że król mówi o żarcie, to czy jest tutaj o czym żartować? Argumenty padające za tym rozwiązaniem były dość podobne do tych w przypadku Niderlandów. Dyskusja jednak zaczyna ostatnio przynosić owoce – mówi się o zaostrzeniu przepisów dotyczących obywatelstw, a także o zaprezentowaniu nowego systemu bankowego. Tutaj też nie szukałbym winy całkowitej w obywatelach Skarlandu, ale to jeszcze nie koniec.

Tego feralnego dnia podobny apel wystosowano w Surmenii piórem Orjona apo Thorna-Surmy. Pisze w nim o widocznie słabnącym poziomie aktywności w kraju. Pewien problem stanowi również wąska grupa obywateli, jednak stara się szukać rozwiązań dla zaistniałej sytuacji i wysuwa propozycje. „Sądzę, że dla dobra kraju możemy podjąć tylko 2 wyjścia: albo wprowadzić stan wyjątkowy i próbować zachęcać nowych do osiedlenia się w Surmenii (mam teoretycznie 1 chętną osobę) albo zamykamy ten interes, a wszystkie dane udostępnić w formie archiwalnej.” A więc i w Surmenii wszystko mogłoby teoretycznie rozwiązać się na dniach. Na szczęście obywatele mają tam pewien szacunek do siebie i starają się wyjść jak najlepiej z tego kryzysu. Być może i jest on skutkiem innych wydarzeń, niż w przypadku dwóch wcześniejszych krajów, jednak to nic nie zmienia. 7 maja mieliśmy niemiłą okazję zapoznać się z propozycją rozwiązania trzech mikronacji naraz.

Najciekawsze w tej sytuacji jest to, jak na to zareagował mikroświat? Niegdyś tak silnie zintegrowana siatka państw powinna co najmniej podnieść na duchu oraz coś zaproponować. Dzisiaj jednak mamy do czynienia z totalna ignorancją mikroświatowych elit oraz poszerzający się izolacjonizm w takim stopniu, o którym jeszcze polski v-świat nie słyszał. Brak udzielonej pomocy to już chyba ostateczny dowód na to, że nadchodzi nowe, w którym najsilniejsi walczą o przetrwanie kosztem słabszych mikronacji, często zdecydowanie lepszych pod względem klimatu lub możliwości poprowadzenia swojej wirtualnej kariery. I to wszystko dzieje się, gdy dalej organizujemy międzynarodowe konkursy i dziwimy się, że aktywność spada. Brak reakcji jest najgorszą reakcją, ale jeśli takiego mikroświata oczekujemy i na taki liczymy, a chyba tak jest, gdy popatrzymy jeszcze raz na stopień reakcji na wyżej wspomniane akty błagalne, to ja wszystkim chciałem życzyć równie wspaniałego upadku. Oby tak dalej…

RDH

„Wytrącony z Równowagi”: Dyplomatyczny szał

3 maja 2016, „The Politique”

 
Mikroświat ogarnął szał. Wielki, niepotrzebny, dyplomatyczny szał. Udziela się on coraz większej ilości mikronacji – od Trizondalu po Sarmację. A to spory sportowe, a to spory geograficzne, a to wreszcie spory w zwykłych relacjach pomiędzy jednymi, a drugimi. Ciężko dzisiaj o stabilną współpracę, bo gdzie by się tu nie obejrzeć, to zawsze można wpaść w kanał. Oczywiście bez możliwości łatwego wydostania się. Warto więc teraz odnieść trizondalskie podejście do stosunków międzynarodowych z tym, co tak naprawdę dzieje się na świecie, a dzieje się sporo, co by nie mówić.

Trizondalska Doktryna Zagraniczna to jeden z kluczowych planów, według którego polityka w zakresie współpracy z innymi krajami ma być realizowana. Pomimo bogatej treści reakcja na jej wprowadzenie była zaskakująco słaba. A proponowane nam są tutaj rzeczy, o jakich Trizondal jeszcze nie śnił. Pierwszym celem jest zadbanie o historię, aktywne wspieranie sąsiadów na kontynencie, a także ponowne rozpoczęcie współpracy o charakterze ekonomicznym. Realizacja tych postulatów ma być możliwa dzięki współpracy z takimi partnerami jak Sarmacja, Bialenia czy Hirschbergia, ale drugi garnitur też jest gotowy. Partnerzy zostali dobrani wedle takich czynników jak aktywność państwa, historyczne więzi czy też stopień możliwości współpracy z obywateli danego kraju. No dobrze, co do Bialenii i Hirschbergii nie mam żadnych zastrzeżeń, ale spójrzmy chociażby na aguryjski ranking aktywności – i co tam możemy wyczytać? Zarówno trzeci kraj naznaczony na trizondalskiego partnera, a także kraje drugiego garnituru są aktywne, tylko jakby cyfry nie chcą tego oddać. Oczywiście, można powiedzieć, że te dane nie są do końca miarodajne, bo nie jest brana pod uwagę aktywność poza forum, ale wiadomo, że forum każdego kraju jest jego wizytówką i nawet pobieżne spojrzenie na nie może nam w jakimś stopniu odpowiedzieć na pytanie, czy ten kraj jest jeszcze aktywny, czy nikt już tam nie zagląda.

Można powiedzieć, że to celowy wybór i może coś z tego faktycznie wyjść, tylko problem jest taki, że już jakiś czas minął od postanowienia pewnych decyzji i przez ten czas nikt nie postanowił nawet w minimalnym stopniu zareagować na to. Może to jest jakiś sposób na zrobienie z Trizondalu pewnego rodzaju oparcia i duchowego ojca dla mniej aktywnych, ale bądźmy poważni. Można próbować współpracować z krajem, którego obywatele potrafią napisać z 20 postów miesięcznie, tylko co to może faktycznie przynieść tak doświadczonego państwu jak Trizondal? Szczególnie, że są państwa, które są aktywne zdecydowanie bardziej niż jakieś wylęgarnie klonów, które znajdują się na szarym końcu już wyżej wspomnianego rankingu (choć nie tylko…). Nie będę podawał przykładów, bo każdy ma swobodny dostęp do tego rankingu i nie jest to tajna wiedza.

O reszcie środków, dzięki którym Doktryna ma być zrealizowana nie ma co wspominać, gdyż niczego nowego nie da się, jak na razie, wymyślić, jeżeli chodzi o możliwość współpracy z danym zagranicznym partnerem. Choć można się obawiać o pewne problemy w tym zakresie, gdy jednym z planowanych kroków są inne kroki wynikające z obecnej sytuacji międzynarodowej, a ta jest, jaka jest. Są aktywni i aktywniejsi, a wybór odpowiedniego partnera może przynieść pozytywne lub negatywne skutki dla dalszego funkcjonowania, nie tylko Trizondalu, ale każdego innego kraju. Dlatego apeluję o rozsądek i dobieranie partnerów zgodnie z własnym sumieniem i chłodnym oglądem na bieżącą sytuację międzynarodową, bo gdy wciąż dalej będziemy się oglądać na dawno zamknięte sprawy lub na rzeczy, z których żadnego dobrego skutku już nie będzie, to los mikronacji w przyszłości może być gorszy, niż będziemy w stanie sobie teraz uświadomić.

rdh

„Filozofia Dębiarza”: W gorącej wodzie kąpani…

1 maja 2016, „wBialenii”

Ostatnimi czasy sport zaczyna odgrywać znacznie większą rolę w stosunkach międzynarodowych niż zwykle. Wszelkie ewentualnie pozytywne kontakty można zrywać przy pomocy różnorakich rozwiązań – a to niczym nieuzasadniona porywczość, a to jakaś siła wyższa, która sprawia, że losy naszego kraju zaczynają odgrywać dla nas większe znaczenie. Można też pójść w afery – w trosce o zachowanie zasad równego współzawodnictwa lub innych równościowych frazesów bez praktycznego pokrycia w rzeczywistości.

Poruszam dziś temat lekko ochłodzony, który jednak potrzebuje odgrzania. Otóż ostatnio jeden z mikronacyjnych potworów o nazwie MUP zaczął walczyć o Fair Play pełną parą. Na drodze dedukcji w stylu Kapitana Oczywistego, że skoro jest kilka kont, na które ktoś loguje się za pomocą identycznego IP, to muszą być klonami, federacja postanowiła podjąć jedyne słuszne kroki w tej sprawie. Po dochodzeniu przeprowadzonym szybko i starannie, postanowiono ukarać winne reprezentacje oraz ich menadżerów, a także usunąć krajowe federacje z Al Rajnu ze struktur MUP. Otoczka, jaką władze tego potwora otoczyły całą tą aferę, jest z perspektywy czasu przerażająca. Takich tekstów, jakie padają w oświadczeniu prezydentów MUP, nie powstydziłby się nawet jeden z komunistycznych dygnitarzy za czasów funkcjonowania Wujka Socjalizma! Po tym wydarzeniu MUP będzie tylko silniejsza! Al Rajn istnieje tylko teoretycznie! Surmenia niech pilnuje swoich obywateli! Niestety na nasze nieszczęście dowody pochodzące ze stron MUP są dość jednoznaczne, ale drążmy głębiej.

W materiale dowodowym znajdują się również zdjęcia pochodzące ze strony SAR Camel League i tutaj już pojawia się trochę niedociągnięć, bo o ile dowody ze strony MUP są raczej wiarygodne (pomimo mojej miłości do Sarmacji tutaj nie ma się co czego przyczepić), tak ze strony Xperta są niedokładne. Wszystko byłoby jasne, gdyby władze Al Rajn podały jakieś informacje ze źródeł własnych i jakkolwiek próbowały się bronić. Z ich strony jednak słychać i widać tylko totalne zignorowanie sprawy, a nawet różne negatywne reakcje. To tylko sprawia, że obraz Al Rajn w świecie staje się znacznie bardziej wypaczony niż powinien. Niektóre reakcje innych obserwatorów życia mikroświata wydają się jednak zdecydowanie bardziej przesadzone i nie mieszczą się w granicach tego wyświechtanego „dobrego smaku”.

Pojawiają się różnego rodzaju filmiki, Al Rajn jest często określany „wylęgarnią klonów”, tylko patrzeć, aż Al Rajn zostanie wykreślony z mózgów każdego dobrego mieszkańca v-świata. W tym momencie chciałbym się odnieść do ostatniego tekstu Jana Lubomirskiego, jaki ukazał się w ostatnim numerze „wBialenii” i tutaj padają już słowa, na które powinna być jakaś wyraźna reakcja. Autor pisze o Al Rajn jako „mikronacji kilku osób, które stworzyły multum multikont”. Według niego Al Rajn (!) „powinien zniknąć z życia mikroświata”. Poza samym stwierdzeniem jeszcze gorszy jest fakt, że nikt na te zdania nie zareagował, a to już jest w ogóle niezrozumiałe. Dowodów na funkcjonowanie klonów w Al Rajn nie ma i z pewnością jeszcze długo nie będzie, ale takie nawoływanie do takiego postępowania z jedną z większych mikronacji na świecie jest niebezpieczne i zupełnie niepotrzebne. Na szczęście artykuł nie jest tak popularny w v-świecie, jak mógłby być, a wtedy popularność tej tezy mogłaby być jeszcze większa, niż dotychczas. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Wujek Socjalizm w mikroświecie ma jeszcze większe wzięcie niż w rzeczywistości, co prędzej czy później przyniesie tragiczne skutki dla funkcjonowania wirtualnego świata…

RDH

P.S. Podziękowania za inspirację dla JL

„Filozofia Dębiarza”: Na lepszy czas?

30 kwietnia 2016, „wBialenii”

Mijają dni, tygodnie, miesiące, lata, mikroświat wciąż doświadcza wielu przemian, co nowego się rodzi, coś starego i przegniłego odchodzi. Po ponad pięciu latach aktywności na polskiej scenie mikronacyjnej coraz częściej popadam w sentymentalizm i melancholię, wspominając czasy, które bezpowrotnie minęły i już nie wrócą. Dzisiaj za pośrednictwem „wBialenii” spróbuję wysilić się na ostateczne podsumowanie, a także spróbuję powróżyć z fusów i przedstawię swoją wizję polskiego mikroświata na nadchodzące lata.

Czemu lata, a nie na przykład miesiące? Zdeklarowani pesymiści powinni podnieść alarm, że z roku na rok mikroświat coraz bardziej schodzi na psy i że ostatecznie rozwiązanie kwestii wirtualnej nadejdzie prędzej, niż możemy się spodziewać. Nic bardziej mylnego. Gdyby za wartość, według której możemy ocenić stopień możliwości rozwoju i perspektywiczności mikroświata, uznać liczbę v-państw, to faktycznie można złapać się za głowę. Przyznajmy jasno, że obecnie nie już tylu tak wyrazistych mikronacji, które możemy z łatwością odróżnić, jak kiedyś. Gdy Młody Dębiarz zaczynał swoją „zabawę w państwo” w 2011 roku to odszukał niejaką Micropedię i był zachwycony różnorodnością i bogactwem wyboru. Czego tam można byłoby nie wybrać – Scholandia, Arctiq, Mikrosławia, Eskwilinia, Wielka Polondia, Samunda czy wielkie potęgi w stylu Sarmacji czy Dreamlandu. Dzisiaj już takich mikronacji nie spotkamy, oprócz starych, ogranych wyborów możemy co najwyżej popluskać się w kałuży mikronacji bez pomysłu, powstałych dla samej chęci władzy, bez kreatywnej duszy i bez ludzi, którzy mają jakiś zamysł i chcą go realizować. Gdy kilka miesięcy temu próbowałem poszukać jakiegoś młodego państwa, które mogłoby być dobrym partnerem dla Trizondalu (i nie tylko), to w zasadzie wybór polegał na strzale w stylu chybił-trafił. Zlepki nazw, które kompletnie nic nie mówią lub dają błędny obraz rzeczywistości. Nie chcę, by odczytywano to na zasadzie „wszystko już było, a nowe jest słabe”, ale chyba nie mogę inaczej tego określić.

A jednak część z nich trzyma się całkiem dobrze, niestety nie tak dobrze, jak mogłyby wyglądać w latach ubiegłych, tylko na rok 2016. No dobrze, nie rodzą się jakieś wybitne mikronacje, to może chociaż współpraca pomiędzy obecnie funkcjonującymi państwami wygląda dobrze? Okazuje się, że też nie do końca tak, jak można byłoby oczekiwać. Ostatnimi czasy dużo mówiło się o szczytach, dużo się planowało, ale ostatecznie niczemu dobremu takie szczytowanie się nie przysłużyło. To może jakieś nowe inicjatywy? Niestety, z tym też nie jest zbytnio rewelacyjnie, że o dobijaniu trupa pod nazwą Our Sound nie wspomnę. Idea tego konkursu wyczerpuje się w momencie, gdy zamiast wybrać piosenkę, którą można zidentyfikować z danym państwem, wybiera się jakieś popularne wyjce i wrzuca do propozycji z nadzieją, że może dobry wynik na takim graniu można wyciągnąć. Ze sportem też już nie jest tak dobrze, jak jeszcze 2 lata temu, gdy udało się zorganizować konkursy w różnych konkurencjach, nie ograniczając się wyłącznie do piłki nożnej, która też przechodzi różne perturbacje, przechodząc z rąk jednej mafii do drugiej.

Przeszłość mamy już wstępnie omówioną, ale co z diagnozą na przyszłe lata? Jeśli w mikroświat nie wstąpi jakaś nowa fala ludzi kreatywnych, którzy wreszcie zatrzymają tę postępującą modę na marazm dookoła, jeżeli w każdym z nas nie zaczną pałętać się myśli o jakiejś zmianie, to o dobrej sytuacji wirtualnego polskiego globu nie ma co mówić. Bez nowego tchnienia nasz światowy wóz daleko nie pojedzie. Gdzie zatem ich szukać? Przede wszystkim trzeba liczyć się z tym, że trzeba się otworzyć na media społecznościowe. Nie ograniczać się do konta na Facebooku czy do wysyłania jednego twitta raz na miesiąc. Już dobrze zaplanowana kampania promocyjna może przynieść dobre owoce. Po dobrej reklamie trzeba mieć coś do zaoferowania już podczas pierwszej wizyty na forum państwa. Suche teksty czy proste grafiki nie wystarczą – jeśli chcemy myśleć o większej liczbie mieszkańców, to musimy być atrakcyjni od strony graficznej oraz czysto zabawowej. Dzisiaj zamiast tego mamy ogólnoświatowe portale, na których ostatni człowiek pojawił się jakieś dobre lata temu, nie mamy żadnej, aktywnej w dużym stopniu swoistej Wikipedii na temat wszystkich państw. Wszystko wieje trupem, więc jak tutaj można liczyć na świeży napływ ludzi, skoro jest tak, jak jest?

Zawsze można iść w bardziej alternatywne metody powiększania liczby v-światowej ludności poprzez publiczne przyzwolenie na klony. Takie głosy pojawiają się w wielu różnych miejscach mikroświata. Skoro nowi się nie pojawią, to dajmy szersze pole manewru dla tych, którzy bawią się w wirtualne państwa codziennie. Gdyby nie było już innego wyjścia, to wtedy tylko takie rozwiązanie zostaje, ale czy o to nam chodziło, gdy po raz pierwszy witaliśmy się ze swoimi ojczyznami? Czy nie woleliśmy dużego państwa, w którym można wiele zrobić zamiast państw dwuosobowych, gdzie poza zabawą dla samego siebie nie można zrobić praktycznie nic więcej? Po co nam wtedy marnować czas na kreowanie choćby pięciu różnych tożsamości dla samego podwyższania wskaźników i statystyk. Miejmy nadzieję, że tylko złowroga i nieprawdziwa perspektywa zmian, choć nie liczmy na to, że lepsze czasy nadejdą same z siebie…

RDH

Numer 52.

Do piątej rocznicy istnienia Trizondal News Corporation zostaje niespełna miesiąc, w związku z tym The Politique wraca po miesiącach niebytu na wody rynku prasowego! Mam nadzieję, że znów będziemy widzieć siebie przy lekturze kolejnych numerów coraz częściej, a przyjemności z czytania będzie co niemiara. Pięćdziesiąte drugie wydanie The Politique obfituje w dobrze znane cykle, jakie serwujemy na naszych łamach od wielu lat – nie zabraknie rozmów, analiz, różnych spostrzeżeń na otaczającą nas rzeczywistość.

Zapraszam do lektury!

/-/ Robert Dąbski-Hans
Redaktor Naczelny

Odnośniki:

*Trizondal – http://trizondal.pl/www/forum/viewtopic.php?f=108&t=1437
*Bialenia – http://spolecznosc.bialenia.org.pl/index.php?topic=5364