Gość TP: Piotr Novitius (3/08/16)

Kilka tygodni temu w ramach uzupełnienia tekstu „Wirtualne realia” postanowiłem przeprowadzić wywiad z Piotrem Novitiusem, który wówczas w Bialenii był jednym z kilku propagatorów tezy o „hasselandzkim imperializmie”. Oto efekty.

TP: Witam serdecznie! Gościem redakcji TP jest Piotr Novitius.

PN: Witam serdecznie.

TP: Nie wszyscy czytelnicy wiedzą, ale jest Pan jedną z bardziej decyzyjnych osób w Abachazji. Czy mógłby Pan zatem powiedzieć coś więcej o swoim kraju oraz o tym, czym się tam Pan zajmuje?

PN: To prawda. Imperium Abachazji jest krajem położonym na północy Nordaty. Jestem tam między innymi Kanclerzem, a także Ministrem Informacji, Kultury, Sportu i Edukacji Narodowej, Królem Wenedii, która jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się regionów Abachazji czy liderem partii Liga Nowej Abachazji. Do 7 sierpnia pełnię tam również funkcję Regenta pod nieobecność Imperatora Mikołaja Patryka Dostojewskiego. Abachazja, a zwłaszcza Wenedia, jest szczególnie bliska mojemu sercu, ponieważ właśnie tam zaczynałem swoją przygodę z mikronacjami.

TP: Poza działalnością w Abachazji zdecydował się Pan na przyjęcie tymczasowego obywatelstwa Bialenii. Skąd wzięła się taka decyzja?

PN: Nad Bialenią zebrały się czarne chmury. Kraj jest cały czas „pożerany” przez żarłocznego rekina, jakim jest Hasseland. Aby wspomóc ten kraj i zapobiec całkowitej jego degradacji postanowiłem zdobyć tutejsze obywatelstwo. Decyzja ta wzięła się po prostu z chęci wspomożenia Bialenii i obrony jej przed imperializmem hasselandzkim.

TP: Na czym, według Pana, miałby opierać się plan imperalizmu hasselandzkiego? Jakie osoby mogą być z tym związane?

PN: Plan imperializmu hasselandzkiego polega na stopniowym podporządkowywaniu sobie kolejnych mikronacji. W przypadku Bialenii, a w pewnym stopniu również Brodrii, czyni to w sposób niby pokojowy, niepostrzeżenie, tak, że prawie nikt nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistego zagrożenia ze strony Hasselandu. Hasseland stopniowo przenikał do struktur władzy Bialenii, aż w końcu uzyskał praktycznie pełnię władzy. Proszę zobaczyć – zarówno władza ustawodawcza, jak i wykonawcza i sądownicza, jest w rękach jednego, powiązanego z Hasselandem obozu politycznego na czele z WR. Hasseland nie ogranicza się w swoich imperialistycznych zapędach do Bialenii i Brodrii. Ostatnio mieliśmy do czynienia z nielegalną w świetle prawa międzynarodowego aneksją wyspy Vienbien przez Hasseland. Mimo, iż formalnie Kongres Orientyki potępił te działania, to Hasseland nic sobie z tego nie robi – nadal wykorzystuje tą wyspę i uważa ją za swoją własność. To jest prawdziwa twarz Hasselandu!

TP: Oczywiście takie plany nie mogą być realizowane bez pomocy ludzkich rąk, dlatego chciałbym się spytać – czy dostrzega Pan osoby, które są najbardziej związane z tym planem? Kto miałby kierować tymi wszystkimi wydarzeniami?

PN: Najbardziej zaangażowaną w ten plan i najbardziej decyzyjną osobą w Hasselandzie wydaje się być Piotr de Zaym. Oprócz tego jest wiele innych osób, albo hasselandczyków, albo zhasselandyzowanych „bialeńczyków”, jak Eddard Noqtern, Maciej Kamiński czy Frederick Hufflepuff.

TP: W ostatnich wypowiedziach na ten temat Piotr de Zaym zaprzeczał takim pogłoskom. Według Pana – celowo?

PN: Oczywiste jest, że celowo, przecież nikt o zdrowych zmysłach nie będzie ujawniał swojego misternego planu hasselandyzacji Bialenii. Powiem więcej – tak bardzo agresywna postawa i takie „absolutne zaprzeczanie” to dobry dowód na to, że to, co mówię, jest prawdą. Bo przecież gdyby nie było to prawdą, to Piotr de Zaym nie był tak energiczny w swoim „pluciu jadem”, bo nie miałby nic do ukrycia. Natomiast działania i forma wypowiedzi tej osoby dobitnie świadczą o tym, że stara się on ukryć prawdę.

TP: Pojawiają się nawet różne próby tłumaczenia tego typu tez. Sugeruje się ludziom popierającą Pańską tezą fiodorasizm. Czy to już mowa nienawiści w warunkach wirtualnych?

PN: Tak, podchodzi to już pod mowę nienawiści. Powtarzam – im bardziej agresywne są napady słowne na danego człowieka, tym bardziej potwierdza to słuszność głoszonych przez niego poglądów. Takie mówienie o „fiodorasiźmie” czy „wrogach Bialenii” jest wyrazem tego, że skończyły się argumenty.

TP: Pewnym krokiem w tej swoistej rozgrywce jest uruchomienie nowej partii „Liga Nowej Bialenii”. Czego możemy się spodziewać po tej organizacji? Jakie będą jej podstawowe cele?

PN: Będzie to ugrupowanie wielonurtowe, stojące w opozycji do panującego układu zdominowanego przez jedną opcję polityczną wraz z satelitami. Jego ideologią będzie konserwatywny liberalizm, choć partia będzie otwarta na wszystkich, niezależnie od ideologii, chętnych do współpracy. Niestety na razie jest to partia niezarejestrowana, ponieważ przepisy prawne są tak skonstruowane, aby utrudnić nowym mieszkańcom podejmowanie jakiejkolwiek działalności. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda się zebrać odpowiednią ilość chętnych i zarejestrować partię.

TP: Na koniec chciałbym poprosić Pana o przedstawienie wizji tego, jak Bialenia może się według Pana zmienić w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

PN: Cóż, bardzo trudno jest powiedzieć, w jakim kierunku pójdzie Bialenia. Może dojść do przełomu i pewnego odwrócenia degradacji Bialenii spowodowanej działaniem Hasselandu, jednak wg mnie jest to niestety mało prawdopodobne. Najpewniej hasselandyzacja będzie postępowała nadal. Oby się tak nie stało, dlatego potrzebne są zdecydowane działania mające na celu wyzwolenie Bialenii spod wpływu hasselandzkich imperialistów. Jednak zmiany nie mogą przecież dotyczyć jedynie Hasselandu i jego wpływu na Bialenię. Myślę, że dojdzie do pewnych zmian w prawie, jednak w jakim kierunku potoczą się te zmiany, trudno powiedzieć.

TP: Dziękuje bardzo za rozmowę. Gościem redakcji The Politique był Piotr Novitius.

PN: Dziękuję bardzo.

„FD”: Wirtualne realia

Mikronacja w założeniu miała być rodzajem społeczności internetowej, zajmującym się symulacją państwa w warunkach internetowych. Wydawałoby się, że w internecie, w którym powinniśmy mieć większy zakres wolności słowa, każde z państw również powinno być bardziej wolnościowe niż państwa rzeczywiste. W takim v-państwie swoboda działania powinna być nieograniczona, obarczona jedynie odpowiedzialnością za każde słowo. Niestety, wielbicie zamordyzmu w rzeczywistości najwyraźniej próbują budować zamordyzm w warunkach wirtualnych. Ich działanie objawia się na wiele sposobów, które chciałbym przedstawić w dzisiejszym felietonie. Stańmy w prawdzie z wirtualnymi realiami.

I. Im bardziej skomplikowany system prawny, tym lepiej.

Tym grzechem obdarzone są dzisiaj wszystkie wirtualne państwa. Niektóre są w tej naturze skromniejsze, niektóre bardziej pruderyjne, ale każda grzeszy w podobny sposób. Sytuacja w każdym kraju z osobna przypomina trochę życie człowieka – im ten jest starszy, tym bardziej grzeszy. Niektóre państwa co jakiś czas spowiadają się z pojedynczych występków, ale za jakiś czas w miejsce jednego pojawiają się kolejne, o cięższym charakterze. Zwróćmy uwagę na kilka z nich – niektóre w swoim założeniu są tak absurdalne, że aż głowa mała. Choćby w kwestiach bezpieczeństwa wewnętrznego. Niektóre z nich były kiedyś w stanie tworzyć prawo dt. służb specjalnych. Piękna inicjatywa, tylko że kompletnie nierealna. W jaki sposób werbować agentów? Jaki mieliby mieć zakres działania? Co w przypadku dekonspiracji? Co w warunkach wirtualnych można byłoby zrobić ze zdobytymi informacji? Czy w ogóle można mieć do czynienia w mikroświecie z tajnymi informacjami?

Są jednak państwa, które do dziś brną w absurdy. Choćby w sprawie Policji. Absurd ten został rozbudowany do takiego stopnia, iż każdy szary taki funkcjonariusz podlega korpusowi, a także może być awansowany na wyższy stopień (np. policjant na oficera, inspektor na inspektora naczelnego, dyrektor na dyrektora generalnego). Oczywiście żaden taki esesman nie może nie mieć dostępu do Panelu Moderatora czy PA danego forum. Co, gdy Prezes będzie działał niezgodnie z prawem? Co, gdy szeregowy policjant zawsze usuwać pojedyncze posty z powodu „wyższego dobra” bez żadnych podstaw prawnych? Dlaczego w ogóle mikronacja potrzebuje Policji? Bo władza nie ma zaufania do obywateli? Bo dzięki temu jest lepsza zabawa? Bo tak? Żadna odpowiedź nie będzie w żadnym stopniu satysfakcjonująca. Będąc dyrektorem w wirtualnej Policji można jedynie podnieść swoje ego oraz ewentualnie wyżywać się na mniej doświadczonych w życiu mikronacji obywateli czy mieszkańców.

Dzięki właśnie takim przykładom powstają problemy, o których podczas powstawania pierwszych mikronacji nikt nawet nie myślał. Takie patologie dotykają również spraw kulturowych, gospodarczych czy politycznych (vide dawne koncesjonowanie prasy czy partii politycznych w wielu państwach).

II. Powielanie realnych błędów w sztuce dyplomacji.

Symulacja realnych państw w warunkach wirtualnych dotyka również spraw związanych z polityką zagraniczną. Mamy do czynienia, jak to kiedyś starszy człowiek ujął, z podziałem mikronacji na „państwa poważne” i „państwa pozostałe”, gdzie „państwa poważne” są znaczącymi graczami w grze o wirtualną dominację, a „państwa pozostałe” są pozbawione ich pomocy, dzięki czemu zdychają bezpowrotnie. I o ile z tego pierwszego zazwyczaj państw łatwiej zostać tym drugim, tak z państwa pozostałego ciężko wybudować państwo poważne. Takie porównanie znalazło swoje potwierdzenie w rzeczywistości, gdy pewnego dnia trzy „państwa pozostałe” postawiły się w stan upadłości. Elita mikroświata postanowiła zignorować ten problem, zostawiając go samego sobie. Postanowili się po raz kolejny zebrać w kolejnym kongresie, na którym znów porozmawiano o sprawach ważnych, poważnych i takich tam.

Dzięki czemu uwidocznił się kolejny aspekt wirtualnych realiów – wiara w to, że działanie w różnych organizacjach międzynarodowych czy kontynentalnych kongresach przynosi realny skutek. Wszyscy wiemy, że jest dokładnie odwrotnie. Zamiast proponować samym sobie kreatywne rozwiązania z wyczuwalną chęcią do podstaw (czyli do pełnej wolności słowa oraz pozostawienia obywatelom wolnej woli w kwestii spraw kulturowych/gospodarczych) lepiej porozmawiać w kilka dni o kilku pikselach na nic nieznaczącej mapie mikroświata.

III. Pozory, lenistwo, zero kreatywności.

Wiara w realne politykowanie za pomocą sojuszy/kongresów/OPMów to jeszcze nic. Często jest tak, że życie w państwie opiera się jedynie na dyskusjach związanych z takimi tematami. Gdzie nie ma miejsca na możliwość wykazania się swoją kreatywnością, swoim intelektem czy swoją asertywnością. Jest jedynie miejsce na powiększanie swojego ega. Najgorsze jest to, że coraz większa ilość mieszkańców v-świata chce iść w politykę, zamiast w narrację i budowanie klimatu wokół jednej, wybranej mikronacji. Zamiast tego występuje wysyp państwa istniejących tylko dla aparatu władzy, bez jakiegokolwiek wnętrza.

Myślę, że właśnie to będzie czynnikiem, który ostatecznie przyłoży się do ostatecznego upadku mikroświata. Po latach coraz większego nakręcania się w walce o władzę zostanie już tylko kilka najsilniejszych państw z iluzoryczną warstwą regionalną, gdzie zostanie miejsce na kilku opisów najważniejszych miast w danym kraju. Walka o dominację w v-świecie nabierze tempa, mimo rosnącej tendencji wśród mieszkańców o chęci powrotu do starszego stylu budowania mikronacji. Jednak na to będzie za późno. W wyniku stale podejmowanych, błędnych działań w pewnym momencie nie będzie już w mikroświecie ludzi kreatywnych i szczerze ambitnych, tylko sami cynicy bez perspektyw w życiu realnym, którzy będą chcieli „walczyć” o jak najlepszy status w życiu wirtualnym.

Odpowiedzmy sobie na to, czy aby na pewno chcemy takich wirtualnych realiów? Czy aby na pewno część z wirtualnych zamordystów nie za bardzo się rozpędziła? Czy jeszcze jest realna szansa na zwrot? Czy jeszcze ktoś jej chce i czy ktoś ją w ogóle dostrzega?

RDH

Komentarz #5: A skąd u Państwa te objawy?

2 sierpnia 2016, specjalnie dla strony The Politique

Mikroświat nie jest bezpieczny. Warto sobie zadać pytanie, czy kiedykolwiek był miejscem, w którym na pewno możemy się swobodnie wypowiadać na różne tematy. Dawniej jeszcze można było liczyć na uczciwe przyznanie: „Panie Dąbski, z powodu tego i tamtego nie może Pan rozmawiać u Nas w sprawie xyz„. Wtedy jakoś łatwiej można się oswoić z taką informacją. Dziś jednak, w dobie Epoki Ignorancji, można kogokolwiek zbanować nawet bez powodu. Nie z powodu jakiejś obscenicznej wypowiedzi, jakiegoś fatalnego zachowania, ależ skąd! Zamordyści z frakcji Wariatów i Straceńców nie potrzebują żadnych argumentów, bo gdy fakty zaprzeczają pewnemu punktowi widzenia, to tym gorzej dla faktów.

Otóż dzisiaj wchodząc na forum Bialenii dowiedziałem się, iż zostałem zbanowany. Jedyna sensowna reakcja przychodząca mi do głowy w tym momencie to pytanie „A skąd u Państwa te objawy?”. Co więcej, sprawa ponoć jest jeszcze do wyjaśnienia, więc tuzy bialeńskiego społeczeństwa mają jeszcze sporo czasu na rozprawianie się nade mną. Tylko właściwie z jakiego powodu? Nie zdążyłem się dokładnie wczytać w akty prawne Bialenii, ale chyba nie zakazują one udostępniania utworów muzycznych. Albo kontaktowania się droga prywatną z mieszkańcami tego kraju. Ciekawi mnie jedynie jak mocno osoby związane z tym postępkiem będą w stanie to uargumentować. Może Policja znacznie do mnie strzelać, gdy będę się zbliżał do tamtejszego forum? Może przekroczyłem swoisty limit na wypowiadanie nazwiska Kościński? Może nie potrafię dostosować do poziomu zamordyzmu panującego w tym państwie? Liczę na to, że jednak znajdą się tam osoby myślące, które skrytykują taki sposób traktowania dobrowolnych gości zagranicznych. Dzięki temu jednak wyraźniej widać, że pomalutku nadchodzi czas na odgrywanie prawdziwej szopki zamiast jej nędznej kopii. By żyło się lepiej!

RDH

„FD”: Straceńcy gotowi na żer

30 lipca 2016, „wBialenii”

Wyobraźmy sobie zwykłe, szare państwo, które jak dotąd prowadzi spokojne, normalne życie. Wszystko toczy się spokojnym rytmem, nikomu niczego nie brakuje, nikt nie ma wysokich, wygórowanych żądań. Pewnego dnia jednak do krainy wiecznej szczęśliwości dociera Straceniec. Żyje on według zasad jakże różniących się od tych, z którymi mamy do czynienia w tym państwie. Z biegiem czasu coraz bardziej adaptuje się w nowym społeczeństwie. Potrafi wykorzystać ich naiwność oraz otwarcie na innych dla swoich celów. Po latach współżycia ze sobą w grupie ci obdarzają go swoim zaufaniem i wybierają go na swojego wodza. Ten z dziką satysfakcją, rękami niewolników, likwiduje wszelką możliwą opozycję, która stara się przemówić reszcie do rozsądku oraz coraz bardziej poszerza swoje kompetencje. Reakcji na takie postępowanie być nie może, gdyż mieszkańcy pod otoczką „wyższego dobra” dają wiarę nieszczerym wypowiedziom Straceńca. Po pewnym czasie postanawia przejść na wyższy poziom. Chce uporządkować cały świat według swojego pomysłu. Poprzez różne restrykcje stara się wmówić reszcie państw, że robi dobrze dla mikroświata. Gdy część ludzi widzi cały szwindel, próbują przemówić reszcie do rozsądku. Wtedy ujawnia się prawdziwy obecny obraz Państwa Straceńców, w którym nie pozostały nikt inny, poza straceńcami, którzy dla dobra wodza są skłonni pójść na wojnę z resztą. Wódz wspiera ich, przesyłając im krótkie wskazówki tekstowe, jak mają ich atakować. Cała sytuacja nie wpływa dobrze na obraz całego świata, który po pewnym czasie idzie na przegraną, jak się później okazuje, wojnę ze Straceńcami, która przynosi opłakane skutki w przyszłości.

Wydawałoby się, że tak przerysowana historia nie może mieć miejsca w rzeczywistości, ale czy na pewno? Dzisiaj w v-świecie mamy do czynienia z państwem, które pomału zaczyna przybierać kształty Państwa Straceńców gotowych na żer. Ich nieformalny wódz zaczyna coraz bardziej tracić kontakt z rzeczywistością, obwiniając za wszelkie problemy, z jakimi w państwie ma do czynienia tych, którzy krytykują jego postępek. Toczy różne spiski na ten temat, buduje teorie, które całkowicie mijają się z prawdą. Próbuje wmówić współlokatorom, że wszelkie słowa krytyki na jego temat są kompletnie wyssane z palca. Każde słowo krytyki w ogóle ma nie mieć sensu, gdyż jemu zależy na dobru mieszkańców, a reszta chce przeszkodzić w budowie trwałego sojuszu między pewnym „bratnimi narodami”. Pomału zaczyna to przypominać sytuację z orwellowskiego Roku 1984, gdzie 2+2 niekoniecznie wynosi 4. Ostatnimi czasy próbuje tłumaczyć takie zachowania za pomocą różnych pojęć, które lubi tłumaczyć tylko w sobie zrozumiały sposób. Czyżbyśmy mieli jednak do czynienia za jakiś czas nie tylko ze Straceńcami, ale i Wariatami? Po latach współżycie obok takich zachowań może przynieść pewne zaburzenia. Jedyną szansą na uniknięcie tego typu nieprzyjemności może być ogólne zignorowanie problemu. Po pewnym czasie Wariaci i Straceńcy będą sami siebie zażerać. Tym, którzy jeszcze widzą szansę dla własnego zdrowia psychicznego, radzę emigrację. W pewnym momencie problem sam zniknie, czego sobie i Państwu życzę.

RDH

„Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe”

„FD”: Sinusoida

23 lipca 2016, „wBialenii”

Trizondal to bardzo ciekawe zjawisko w mikroświecie. Praktycznie od trzech lat do kraju nie dopłynął jeszcze żaden nowy przybysz, który byłby w stanie pomóc dotychczasowej grupie obywateli w podtrzymywaniu dobrego stanu aktywności. Dzięki temu z biegiem czasu liczba mieszkańców, bardzo delikatnie, ale sukcesywnie zaczęła maleć. Nie osłabiło to jednak pewnego poczucia stabilizacji oraz równowagi wszystkich światów – pod względem życia regionalnego, kulturalnego oraz politycznego nadal wszystko było w porządku. Po kilku miesiącach obok zmiany liczby mieszkańców zmalała również liczba pisanych postów. Gdybyśmy dziś porównali liczbę postów z lipca tego roku, a lipca 2014 roku, najprawdopodobniej byłyby one bardzo podobne. Taka zależność skłania mnie do kilku wniosków.

Gdybyśmy chcieli przedstawić na wykresie wskaźnik poziomu aktywności, to jej przebieg przypominałby sinusoidę. Są miesiące aktywniejsze, obok których zdarzają się miesiące słabsze. W tych miesiącach zdarzają się tygodnie aktywniejsze i tygodnie słabsze. Jestem przekonany, że za jakiś czas znowu wejdziemy w fazę większego zaangażowania, aby po 2-3 tygodniach znów rzadziej zbierać się na forum. Nie jest to bynajmniej jakaś ustawiona informacja – dzisiaj to wynika z przebiegu rozmów oraz ilości powstających tematów. Wszystko to przekłada się na obecny stan życia codziennego w kraju.

O dawno niezorganizowanych wyborach już nikt nie pamięta – informacja o kandydowaniu jest dostępna, są też i kandydaci, ale jakby nie mogli znaleźć drugiego do pary, gdyż trizondalskie prawo wymaga przedstawienia kandydata na wiceprezydenta. Przy tak wąskiej liczbie obywateli ciężko o małą powtarzalność duetów na stanowiskach. Wątki poruszane w tematach „okołopolitycznych” też pojawiają się z zaskakującą regularnością. Nie ma się co temu dziwić, gdy jeszcze miesiąc temu za politykę zagraniczną odpowiadał Marcel Hans, a przecież wszyscy wiemy, że Marcel to wielki miłośnik dbania o ruch w kraju. Tytuły prasowe również praktycznie nie występują (no może poza jednym, dwoma tytułami wydawanymi od lat). A gdy przychodzi do organizowania jakiegoś międzynarodowego wydarzenia – to również i przygotowania do takiego zadania są przeprowadzane w naturalnych cyklach.

Dzięki temu ciężko wywróżyć trizondalski termin przydatności do spożycia, bo skoro państwo może tak funkcjonować już ponad rok, to możemy założyć, że jeszcze z 5 lat takiej działalności nie przyniosłoby niczego dziwnego lub niespotykanego. Oczywiście przy tym nie pojawi się nic nowego, ale na to trzeba byłoby dawno niespotykanej energii, która z powodu „starzejącego się społeczeństwa” nigdy nie wróci do poziomu, który potrafiliśmy wywindować choćby w 2012 roku. Chyba czas najwyższy uchwalić nową dewizę dla kraju – nihil novi.

RDH

„FD”: Niewygodnie jest chodzić w kontuszu

23 lipca 2016, „wBialenii”

Odpowiedź na „Lepszy skansen niż postmikronacja”

Zaletą ludzi doświadczonych w danym zagadnieniu powinna być wiedza i zdrowy rozsądek. Powinni zwracać uwagę na pozytywne i negatywne aspekty, które pojawiają się w wyniku uchwalonej decyzji. Często jest jednak tak, że jeśli ktoś w młodości nauczy się postępować zgodnie w pewnymi regułami, które źle i błędnie interpretuje, to na starość będzie brnął w tym błędzie. Panu Piotrowi Kościńskiemu, obywatelowi i królowi Hasselandu, nie odmawiam wiedzy i doświadczenia, natomiast wydaje się, że mimo upływu lat dalej popełnia ten sam błąd, o którym przed chwilą wspomniałem. Takie ogólne stwierdzenie mogłoby wystarczyć na wyjaśnienie tego fenomenu, jednak wolę drążyć dalej w tym temacie.

Dowody na potwierdzenie takiej tezy możemy znaleźć choćby w ostatnich tekstach Gazety Hasselandzkiej, która ostatnio stała się miejscem dla odpowiedzi pana Piotra na różne spekulacje, które na jego temat pojawiają się w mikroświecie. W jedynym z ostatnich tekstów stwierdza, że skansen jest lepszy od postmikronacji. O ile skansen w wykonaniu Hasselandu jest łatwy do wychwycenia, tak ciężko znaleźć mi mikronację, która funkcjonowanie według definicji postmikronacji. Nie ma takiego kraju, w którym liczba „rdzennych” obywateli nie przekroczyłaby połowy liczby ludności. Fenomen otwarcia się mieszkańców mikroświata na inne kraje został spłycony do obrażania w dość osobliwy sposób oraz do walki politycznej. Według autora, aby być przystosowanym do działania w takim tworze, trzeba zmienić awatar, trochę poprzeklinać i rozwalać jakąś mikronację od środka (jako przykład podany jest Dreamland). Co ciekawsze, sam autor definicji postmikronacji chciałby współpracować z krajami, w którym doszło do tego typu „wypadku przy pracy”.

Takie podejście do sprawy musi wynikać z tego, o czym wspomniałem wcześniej. To tak, jakby dziś próbować chodzić w kontuszu i strzelać z muszkietu. Wystarczyłoby trochę autorefleksji i zastanowienia. By próbować zmienić świat nie można próbować wytłuc wszystkich tych, którzy nie pasują do starych zasad (albo ich ignorować), tylko próbować się dostosować. Oczywiście nie w tak ignorancki sposób, wystarczy przeanalizowanie swoich poglądów i próba dostosowania ich do sytuacji panującej dziś. Pan Piotr woli jednak zajmować się gatunkiem wymarłym w dzisiejszym v-świecie. Niech już będzie i tak. W takich sytuacjach klasyk zwykł mawiać – ciszej nad tą trumną!

RDH

„FD”: Nie będzie rozgrzeszenia

19 lipca 2016, „wBialenii”

Wydawać się może, że mimo wielu przeciwności losu mikroświat walczy o swój byt – nawet w porze wakacyjnej. Po fali zgonów państw mającej miejsce kilka tygodni temu wielu mieszkańców v-świata chce jakoś zaradzić nadchodzącej perspektywie rychłego i gwałtownego upadku. Nie brakuje również ludzi dobrej wiary na Orientyce, którzy obecnie próbują sobie radzić i dokazywać w ramach Kongresu Kontynentu Wschodniego, zwanego w pewnych kręgach Orientyckim Paplaniem.

Na ogólną opinię tego wydarzenia przyjdzie jeszcze pora – dyskusje są jeszcze ciepłe, mimo tego, że część z nich dotyczy tematów poruszanych w niesamowicie ogólnych ramach. To jednak nie przeszkadza nikomu, gdyż popularność nakręcono w odpowiedni sposób, a wielu z rozmówców często zatraciło poczucie kontaktu z rzeczywistością – choćby realiami w kraju, z którego się pochodzi. Choć w sumie, jeśli mamy do czynienia na OP/KKW z kilkoma dyskusjami dt. mapy Orientyki, to aż strach pomyśleć ile takich rozważań można uruchomić na temat kultury czy różnych wydarzeń sportowych, które pewnie mogłyby być omówione i zaplanowane, ale jak zwykle nie doszłyby do skutku. Taka natura tego typu spotkań. Niektóre jednak rozmowy dotyczą takich absurdów, że aż głowa mała.

Zwróćmy chociażby uwagę na dyskusję dt. ziemi pozostawionych po MAW, gdzie hipokryzja z klawiatur rozmówców rozlewa się aż po horyzont. Nikt ze zgromadzonych nie próbował przez wiele miesięcy choćby wspominać na łamach swoich forum o problemach w Austro-Węgrzech, ale gdy przychodzi rozmowa o skutkach upadku MAW w zakresie kartografii, to słów i pomysłów nikomu nie brakuje. Wydawało się, że to mógł być naprawdę poważny Kongres, ale jednak po raz kolejny rzeczywistość wyprzedziła oczekiwania. Najgorszy w tym całym żenującym spektaklu jest fakt, że reprezentant mojego kraju na OP/KKW – Krzysztof Hans, tak zakręcił się w temacie „co zrobić z ziemią po MAW”, że proponował (często nie tylko w swoim imieniu) rozwiązania, których nie tylko nie popierali przedstawiciele innych krajów, ale nawet sami przedstawiciele MAW. Przesyłane do Trizondalu relacje z tego festiwalu orientyckiej żenady również były bardziej „sugerowane” niż „rzeczywiste”. Pan Krzysztof nie bał się również zwrócenia się z prośbą do naszego Najważniejszego Sojusznika z różnym prośbami. Reakcji Sarmatów nie trzeba w takiej sytuacji ani przedstawiać, ani komentować, wszystko zostało powiedziane.

W wyniku takich rozmów oraz działań obawiam się, że po raz kolejny Kongres nie musi niczego dobrego przynieść. Ba, może nie przynieść żadnych praktycznych owoców. Nie ma się czemu dziwić, gdy o mapach, na które nie zwracamy kompletnie uwagi w ciągu całego okresu aktywności v-świata, wyprodukowano już ponad 100 postów w różnych tematach. Dzięki czemu możemy być pewni, że w przededniu końca świata, gdy już będzie po wszystkim, a ktoś odważny z tłumu zacznie przytaczać grzechy mikroświata, nikt ze zgromadzonych nie dostanie rozgrzeszenia. Ani za teoretyzowanie, ani za dyskusje o mapach, ani za manipulację i ignorancję. Tutaj wystarczą jedynie zasłony milczenia.

RDH